Monthly Archives: Wrzesień 2015

24 – nie da się tego opisać słowami

Czuję się, jakbym nienormalniała. Nie wiem. Nie umiem tego opisać.
Coś to miałam… Po coś sięgnęłam po telefon. Coś chciałam zapisać. Znów uciekło…
Odkąd zaczęłam brać leki, ustały derealizacje i depersonalizacje. Początkowo się ich bałam. Potem zaczęłam traktować jak dar.
Zabrakło ich.
Nie wróciły.
Jeszcze nie.
Ale czuję, że jestem na krawędzi. Ze to puka do drzwi. I biegnę. Żeby otworzyć.

23 – sen

Jakiś tydzień temu skończyliśmy projekt. Wstawałam wtedy o jakiejś trzynastej.
Zakupy. Obiad. Praca do dwudziestej. Film. Jeden. Drugi. Spać.
Teraz wstaję czternasta-piętnasta. Zakupy. Obiad. Po obiedzie dwugodzinny odpoczynek w łóżku. Film. Jeden. Drugi. Spać.
Ostatnio przesypiam życie. Boję się tego, co mogę robić i czuć na jawie. Co mogę wymyślić. Gdzie mogą zawedrowac te chore myśli niepowstrzymywane w żaden sposób przez popularne tabletki na schizofrenię.
Premiera książki coraz bliżej. Coraz bardziej się boję. Może popełniłam błąd?

22 – niestabilność?

Od dwóch miesięcy nie biorę neuroleptyka. Cały ten czas czułam się dobrze.
Od jakichś dwóch tygodni zaobserwowałam wzmożoną niestabilność.
Boję się.
Czy będę musiała wrócić do tabletek na schizofrenię?
A może to tylko stres.
Rozpoczęcie szkoły.
Pojawienie się książki w sprzedaży za dwa tygodnie…
Jak będzie?

21 – agresja

Uwielbiam sobie wyobrażać, że jestem szczęśliwa. Marzyć.
Nie potrafię być szczęśliwa. Zaraz to niszczę.

Po dzisiejszej misji o kryptonimie szkoła byłam z siebie zadowolona. Cieszyłam się. Miałam dobry humor.
W drugiej części dnia byłam nerwowa. Wszystko mnie irytowało. Jednocześnie byłam smutna.

Zadziałałam agresywnie. Zniszczyłam coś dobrego. Swój dobry nastrój.

20 – siedem lat zniknęło

Wiek metrykalny: dwadzieścia osiem.
Wiek organizmu: po czterdziestece – zapewne.
Na ile się czuję? Dwadzieścia jeden.

W listopadzie 2008 roku sploty pewnych okoliczności i wydarzeń spowodowały, że nastąpiło kilka pierwszych razy.

Pierwsza próba samobójcza, która wyszła na jaw.
Pierwszy pobyt na intensywnej terapii.
Pierwsza śpiączka.
Pierwszy pobyt w szpitalu psychiatrycznym.
Pierwszy raz rodzina ujrzała rąbek moich problemów.

Pamiętam to, jak dziś.

Mam dwadzieścia osiem lat.
Gdzie się podziało to siedem?

19 – ucz się, ucz…

… bo nauka to potęgi klucz! Wpisywały mi się kiedyś koleżanki do pamiętnika.
Przeżyłam. Rozpoczęcie roku, spotkanie z dyrektor szkoły i pierwsze zajęcia.
Dwadzieścia kilka osób. Oprócz mnie, dwie-trzy dziewczyny.
Większość z ludzi młodsza. Na pierwszy rzut oka.
Nie było tak źle, jak się spodziewałam.
Na połowę grudnia mam przygotować prezentację multimedialną na zadany temat. I, niestety, przedstawić ją przed cała grupą. Polegnę. Nie dam rady…
Póki co, jestem zadowolona. Najbardziej z siebie. Że tam jednak poszłam. Trafiłam. Odbębniłam swoje.
Teraz spokój na dwa tygodnie.

17 – sesja

– Ja chyba jutro nie pójdę do tej szkoły.
– Dlaczego?
– Dziś odkąd się obudziłam jest mi niedobrze ze stresu. W głowie mi się kręci.
– Pojawił się lęk.
– Okropny. Jeszcze na dodatek podali tylko budynek i adres. Nie wiem w jakiej sali ma być to rozpoczęcie.
– No to co za problem. Wejdzie pani i się zapyta.
– No właśnie… Trzeba pytać…
– Prezentuje pani postawę unikającą. Znów chce pani uciekać. A uciekanie tylko wzmacnia lęk.
– Zresztą po co mam to zaczynać, skoro i tak nie skończę.
– Wychodzi pani z założenia, że się nie zmieni. Myśli pani, że ten lęk będzie towarzyszył pani cały czas?
– Tak. Boję się, że będzie jak w tamtych pracach… Z dnia na dzien było gorzej.
– Mówi pani, jakby nie było w pani wiary w terapię. A w takiej sytuacji to wie pani, pani Aniu… Nie może być tak, że mi bardziej zależy na terapii niż pani.
– No ja niby wierzę… Ale jakoś nie umiem sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej.
– No jak to niby wierzę? Powiem tak. Z punktu widzenia terapii dobrze by było gdyby pani tam jednak poszła. Zmierzyła się ze swoim lękiem. Proszę pamiętać, że nic pani nie grozi. Nie ma dla pani żadnego zagrożenia. Nic złego się nie dzieje. Przejdziemy przez to razem.

15

W pół do czwartej.
Czarny blues o czwartej nad ranem. Eh.
Dopijam czwarte piwo.
On śpi.
Łzy lecą. Choć nie płaczę.
Stare Dobre Małżeństwo.
Byliśmy tyle lat razem. Tyle przepłakanych nocy. Razem.
Czarny blues o czwartej nad ranem.
Z nim bedziesz szczęśliwsza.
Blues dla małej.