10 – sesja

– Zastanawiałam się, czy tu dziś przychodzić…
– Mhm.
– Bo… Jakoś nie wierzę, że mogę się zmienić. I nawet nie wiem czy chcę.
– Jak to pani rozumie?
– W środę miałam myśli samobójcze i poczułam się prawdziwą sobą.
– Że pojawiła się ta siła niszczenia siebie?
– Blizny bledną. Chciałabym nowe.
– Są dla pani ważne?
– Tak.
– Dlaczego?
– Bo można ich dotknąć.
– I co to daje?
– Są namacalnym dowodem bólu wewnętrznego. To daje złudne poczucie kontroli.
– Wie pani, po to się tu spotykamy, żeby dotknąć tego bólu. Przyjrzeć mu się. Żeby go złagodzić. Skontrolować.
Milczałam. Długo.
– Zdaje sobie pani sprawę z tego, że jest pani teraz agresywna?
Zaprzeczyłam głową.
– No właśnie. To jest dla pani pewnie trudne, że o tym mówię. Jest pani agresywna milcząc, bo niszczy pani coś dobrego. Dialog między nami.
Dalej milczałam.
– Jestem złym człowiekiem.
– Zrobiła pani coś złego?
– Cały czas ranię. Rozczarowuję.
– Robi to pani świadomie? Chce pani tego?
– No nie.
– No właśnie. To nie wynika z faktu, że jest pani zła. To wynika z pani zaburzeń psychicznych. Z choroby. Gdyby była pani zła, potrzebowałaby pani księdza a nie terapeuty. We wtorek rozmawialiśmy o tym, że od dłuższego czasu jest lepiej. A dziś przychodzi pani i mówi, że nie widzi sensu terapii. Czyli pojawiło się coś dobrego i zaczyna to pani niszczyć. Ma pani pomysł dlaczego tak może być?
– Nie.
– Być może boi się pani tego, co dobre.
– Może…

242 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.