Monthly Archives: Październik 2015

52 – nieznajomy

Miałam czternaście lat.
Piłyśmy browary z koleżanką. U mnie na chacie. Rodzice wrócili wcześniej niż mieli.
Upita w trzy dupy zaoferowałam:
– To ja odprowadzę Monikę!
Zatoczyłam się z nią pod rękę na koniec ulicy. Do pierwszego skrzyżowania.
Gdy przeszła przez pasy, odwrocilan się na pięcie i zaczęłam wracać do domu. No… próbowałam. Dwa kroki. Sru na chodnik. Zbieranie się. Dwa kroki. Stu na chodnik.
Z pomocą przyszedł zaawansowany nastolatek (jakieś 17+).
– Pomoc ci? Gdzie mieszkasz?
– Tam…
Uwiesiłam się na nim.
Po jakimś czasie holowania stanęliśmy pod bramą.
– Już sobie poradzę – wybełkotałam.
– Odprowadzę cię do samego domu.
Po wielu problemach wdrapalismy się na pierwsze piętro.
Uprosiłam go, by nie dzwonił do drzwi. Chciał mnie osobiście oddać w ręce rodziców. Drzwi otworzyłam z klucza.
Poszłam prosto pod prysznic. Nie pomogło.
Próbowałam rozmawiać z rodzicami. Udawać, że ja wcale nie piłam. Choć ledwie trzymałam się na nogach. A to, co wychodziło z moich ust, było zupełnie niezrozumiałe.
O coś zapytałam.
Ojciec:
– To sprawdź w encyklopedii.
Litery wirowały. Ale odnalazłam tom na właściwą literę. Odnalazłam jakoś hasło. Zaczęłam bełkotać to, co było zapisane.
Potem ojciec mówił do mnie ze trzy godziny… Ale to już inna historia.

Kimkolwiek byłeś. Dziękuję, że mnie bezpiecznie odholowałeś do domu. W sumie… różnie się to mogło skończyć…

51 – sesja

Znów prawie nic nie powiedziałam.
Zdawkowo odpowiadałam na pytania terapeuty.
– W tym stanie Mrówek musi na się na panią bardzo wkurzać. Wygląda to jakby pani nie była zainteresowana kontaktem. Jakby miała pani wszystko gdzieś. Ale chyba tak nie jest, prawda?
– Nie jest…

Jak wytłumaczyć ukochanej osobie, że milczenie i pozorne „olewanie” są wynikiem złego samopoczucia?

– O czym pani myśli?
– Właściwie to o niczym.
– Ma pani pustkę w głowie?
– Tak.
– A jak się pani czuje w tym miejscu?
– Ż jednej strony bezpiecznie. Ale z drugiej… Jakby mnie tu nie było.
– A jakby gdzie pani była?
– Jakby mnie nie było w ogóle. Jakbym się rozpłynęła w powietrzu.
– Jakby była pani niewidzialna?
– Tak…

49 – sesja

Powiedziałam o wszystkim. O tym, że jest źle. Ze czuje się nieobliczalna. Ze nie potrafię zaakceptować, że autodestrukcyjna to nie ja, tylko objaw choroby.
Zapewniał mnie, że przejdziemy przez to razem. Jak poprzednimi razami. Ze dam sobie radę. Wyjdę z tego.

Siedzę i pije piwo. Muszę się jakoś uspokoić. Wiem, że to zły sposób. Ale muszę jakoś przetrwać.

Mrówek widzi mnie już w szpitalu.

Czekam z niecierpliwością na 19:00. W psychiatrze nadzieja…

48 – nerwicowo

Jutro psychiatra. Tydzień wcześniej niż miałam iść. Już nie wyrabiam…
Od ponad tygodnia nasiliły się objawy nerwicowe.
Kołatanie i ból serca. Ból i drętwienie lewej ręki. Permanentny stan napięcia. Jakby za chwilę miało się coś stać. Gorące poty. Osłabienie. Zawroty głowy. Nudności. Drżenie rąk.
Terapia. Szkoła. Książka. Za dużo tego. Za dużo stresu. Nie wyrabiam…

46 – terapeuta

W maju podjęłam nagłą decyzję. Pożegnałam się z terapeutą, do którego chodziłam prawie rok. Zrobiłam to wysyłając SMS. Nie poszłam na jeszcze jedno spotkanie, podczas którego mieliśmy porozmawiać o powodach takiej decyzji. Mimo, że tak się z nim umowilam na początku. Nie widziałam sensu w tych pięćdziesięciu minutach.
Szybko znalazłam innego.

Nie żałuję podjętej wtedy decyzji.
U obecnego terapeuty leczę się już pół roku.
Lubię go. Nawet bardzo. W jego gabinecie czuję się bezpiecznie. Ufam mu. Wiem, że w żaden sposób nie wykorzysta przeciw mnie tego, co mówię. Wierzę, że nie skrzywdzi mnie w świadomy sposób.
Spotkania z nim są dla mnie, jak wizyty u dobrego przyjaciela. Kogoś, z czyjej mądrości i wiedzy można wiele wynieść. Postarać się zrozumieć świat w bardziej zdrowy sposób.

43 – sesja

Nie poszłam.
Pierwszy raz na tej terapii stało się coś takiego.
Wstałam, jak zwykle, jakieś półtorej godziny przed sesją.
Wszystko szło normalnie. Piłam kawę opatulona w koc. Paliłam fajkę za fajką.
Myślałam o czym chciałabym porozmawiać. Miałam tyle do powiedzenia terapeucie. Od wtorkowej sesji nie mogłam się doczekać tej czwartkowej.
Nagle mina mi zrzedła.
– Znów nic nie powiem. Będę tylko milczeć. Tabula rasa odbierze mi możliwość dialogu.
Wszystko stało się bez sensu.
Napisałam terapeucie, że nie przyjdę.
Wróciłam do łóżka.