66 – koszmar

Miałam pojebany sen.
Czasowo była teraźniejszość, ale mieszkałam sama z rodzicami.
O coś się strasznie wściekli. Ucieklam do mojego pokoju. Wbiegłam na antresolę. Matka zaczęła wchodzić po drabinie. Próbowałam ją z niej skopać. W tym czasie ojciec wziął pas i śmiał się złowieszczo.
Wiedziałam, że chcą mnie bardzo skrzywdzić. Może nawet zabić.
Próbowałam napisać sms do Mrówka. Żeby mi pomógł. Ratował mnie.
Nie wiem dlaczego, ale bardzo chciałam zachować w tajemnicy to, co do niego pisałam.
Matka przedarła się na górę. Zaczęłam z nią walczyć. Za wszelką cenę nie chciałam jej oddać telefonu. I wciąż próbowałam napisać sms.
Dołączył ojciec.
Próbowałam skopać matkę przez barierkę. Nagle ona wystawiła przed siebie drut. Wbił się w stopę bardzo głęboko. Krew zaczęła się lać ciurkiem.
W czasie, gdy walczyłam z matką, ojciec mnie dopadł. Zaczął szarpać i próbował wyrwać telefon.
Wiedziałam, że zginę. Albo że zrobią mi coś takiego, że wolałabym zginąć.
W tym momencie się obudziłam. Czułam, że Mrówek jest do mnie przytulony. Sięgnęłam za siebie, chcąc dotknąć jego ręki. Przesuwając ją natknęłam się na zegarek. Taki, jak nosi ojciec. Otworzyłam oczy. Wciąż byłam na antresoli, a obok mnie leżał ojciec. Za nim, przy ścianie, spał Mrówek. Zaczęłam desperacko krzyczeć i próbowałam przedostać się do narzeczonego. Ojciec się obudził i mnie trzymał. Wyrywałam się i darłam, chcąc obudzić Mrówka. Przebudził się. I tylko na to wszystko spoglądał z obojętnością.
W tej chwili, tym razem naprawdę, obudziłam się. Zlana potem i roztrzęsiona.

155 Total Views 1 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.