102 – na huśtawce

Cały dzień było dobrze. Dobry humor, w konsekwencji którego napisałam kolejny rozdział książki.
Poszłam na zakupy. Potem zaczęłam robić obiad.
I nagle wszystko straciło sens. Wróciły myśli samobójcze. A to wszystko przez status borderline. Pograniczne zaburzenie osobowości, jak sama nazwa wskazuje, jest tylko zaburzeniem. Nie chorobą. A ja się pytam, kurwa, dlaczego?
Leczenie na NFZ graniczy praktycznie z cudem. Pomijając fakt, że czeka się na nie około roku. Pomoc, którą oferuje państwo, nie wystarcza. Żeby terapia była efektywna, potrzeba co najmniej dwóch sesji tygodniowo. W praktyce wygląda to tak, że można liczyć na dwa-trzy (jak ktoś ma szczęście to cztery) spotkania w miesiącu. Kiedyś próbowałam leczyć się na NFZ. Mając bardzo silne myśli samobójcze, musiałam czekać trzy tygodnie na kolejne spotkanie z psychologiem.
Kolejna sprawa. Leki. Dlaczego muszę płacić sto procent za neuroleptyk (lęk przeciwpsychotyczny) skoro bez niego nie mogę normalnie funkcjonować? Bo co, bo refundacja przysługuje tylko osobom ze schizofrenią i depresją dwubiegunową?

Moje leczenie pochłania miesięcznie bagatela tysiąc złotych. Tysiąc złotych! Czyli praktycznie całą wypłatę, którą zarabiałabym pracując znów jako robotnik. Bo borderline w moim przypadku wiąże się z pracą dużo poniżej kwalifikacji. W takiej pracy jestem w stanie wytrzymać dwa-trzy miesiące. Traktowana jak śmieć, otoczona ludźmi, których jedyną ambicją jest dobre spakowanie lampy w karton, bardzo szybko dochodzę do stanu całkowitej depresji, nadużywania alkoholu, silnej autoagresji, myśli i prób samobójczych.
Gdyby nie finansowa pomoc cioci, nie dałabym rady leczyć się prywatnie w takim zakresie, jaki jest mi potrzebny.
Jest we mnie jakiś żal. Pretensje do siebie, państwa, specjalistów i poczucie winy, ale i pokrzywdzenia.
Dlaczego nie mogę liczyć (już nawet nie mówię o rencie), choćby na bezpłatne ubezpieczenie? Przecież splaciłabym ten dług podejmując pracę po wyleczeniu (a raczej zaleczeniu, bo z bpd ponoć wyleczyć się nie da). Dlaczego osoby choćby z depresją dwubiegunową są uznawane za chore i mogą liczyć na wsparcie państwa, a ja nie?
W konsekwencji, znów jedynym rozwiązaniem wydaje mi się śmierć.

249 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.