110 – sentyment do psychiatryka

Psychiatryk, w którym kiblowałam dwa razy, jest niedaleko naszego domu.
Mijałam go codziennie jeżdżąc do roboty. Patrzyłam na niego z pewną nostalgią.
Przejeżdżałam też obok niego w drodze do poprzedniego terapeuty.
Teraz widuję go chodząc co jakiś czas do marketu oraz do psychiatry.

Czuję z tym miejscem jakiś dziwny i niezrozumiały dla mnie związek emocjonalny. Mijając go, zwalniam kroku.
To stary neogotycki budynek z czerwonej cegły. Wybudowany pod koniec XIX wieku. Od początku mieścił się tam psychiatryk.
Kątem oka patrzę na kraty w oknach. Jakbym spodziewała się dotrzeć w pierwszym oknie po lewej, na pierwszym pietrze, siebie. Palącą fajkę w palarni, w której farba odpada całymi płatami.
Nigdy nikt przez to okno nie wygląda. Ja lubiłam trzymać rękę z fajką za oknem. Oparta głową o kratę przyglądałam się życiu na ulicy.

Skąd ta tęsknota? Skąd ta potrzeba mijania szpitala? Kiedyś zrobiłam kilka zdjęć z zewnątrz. Potem, oglądając je, zastanawiałam się, kiedy znów tam wrócę…

174 Total Views 4 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.