112 – borderline – życie po diagnozie

Ludzie z natury nie lubią, gdy przykleja im się łatki. Ja też nie znoszę, gdy ktoś próbuje mnie zaszufladkować.
Ale był jeden wyjątek.
Pograniczne zaburzenie osobowości zdiagnozowało u mnie pięciu różnych psychiatrów. Jednak dopiero piątą diagnozę, otrzymaną po sześciotygodniowym pobycie w psychiatryku, uznałam za prawdziwą. I poczułam ogromną ulgę.
Dlaczego?
Moje problemy trwają pół życia. Dokładnie. Czternaście lat z przeżytych do tej pory dwudziestu ośmiu.
Próbowałam szukać pomocy. Jednak specjaliści, na których trafiałam, bagatelizowali objawy. Autoagresja, picie, łykanie tabletek garściami, myśli i próby samobójcze, lęki, depersonalizacje, derealizacje, poczucie permanentnej pustki, nieumiejętność określenia własnego ja, niedostosowanie do życia w społeczeństwie i życia ogólnie, brak zainteresowania własnym losem, brak planów życiowych i wiele, wiele innych. Co słyszałam od tych „specjalistów”? Że to tylko lekkie zaburzenia nerwicowo-depresyjne. Trzeba przestac pić, ciąć się i próbować zabić. Leczyć się nie trzeba. Ze to tylko jakieś problemy z emocjami. To tylko jakieś problemy osobowościowe.
Takie podejście sprawiało, że czułam się niezrozumiana, pozostawiona sama sobie. Zastanawiałam się. Skoro to „tylko jakieś lekkie zaburzenia” to czemu jest tak, jak jest? Co jest ze mną nie tak, skoro nic mi nie jest?
Dopiero nazwanie zespołu tych objawów konkretną diagnozą, uspokoiło mnie. W końcu wiedziałam, co mi jest. Z czym muszę się mierzyć. W końcu wiedziałam, jak to leczyć. Zrozumiałam, że to leczenie jest możliwe, a nawet potrzebne.
Najgorszy wróg to taki, którego nie znasz i nie wiesz, czego się możesz po nim spodziewać.

358 Total Views 2 Views Today

3 komentarzy “112 – borderline – życie po diagnozie”

  1. k napisał(a):

    psychoedukacja 🙂 ogólnie bardzo zaniedbana forma terapii…

    • Anka Mrówczyńska napisał(a):

      Zgadzam się. Choć mi psychoedukacja raczej nie jest potrzebna. Ja jestem świadoma. Siegalam po najróżniejsze podreczniki do psychologii I psychoterapii. Problemem byline to, ze czulam, co mi jest. Ale specjalisci bagatelizowali mine problemy. Przez co czulam sir hipochondryczka I now moglam zrozumiec, dlaczego zachowuje się i czuje tak, a nie inaczej.

  2. lennyk napisał(a):

    rozumiem. błąkam się w depresyjno-maniakalnej przestrzeni z żyletką w jednej i garścią tabletek w drugiej ręce. dziesięciu specjalistów w ciągu pół roku. i żaden jeszcze nie powiedział ‚tak, ma pani chad’. tylko jakieś głupie zaburzenia osobowości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.