113 – „to wszystko pani wina”

Miałam dziewiętnaście lat.
Właśnie wchodziłam do gabinetu psycholog, do której chodziłam od jakiegoś czasu. Telefon. Dzwonił ojciec.
Bezradnie spojrzałam na psycholog, nie wiedząc co zrobić.
– Proszę odebrać.
Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
– Tak?
– Chcę coś wydrukować, a ty masz hasło do komputera!
– No mam.
– Podaj mi je w tej chwili!
– Nie.
– Podaj mi je w tej chwili albo natychmiast wracaj do domu!
– Mam spotkanie. Będę w domu za półtorej godziny, to ci to wydrukuję. I założę wam drugi profil na kompie.
– Masz w tej chwili wrócić do domu! I podaj mi to hasło!
– Powiedziałam ci. Za półtorej godziny będę.
– Z kim to spotkanie?
– Nieważne. Ze znajomymi.
– Kto jest ważniejszy ode mnie?!
– No przestań… Za półtorej godziny będę.
– Pożałujesz gówniarzu!
– Muszę kończyć. Pa.
Rozłączyłam się.
Opowiedziałam psycholog, jak wyglądała ta rozmowa.
– Pani ojciec zachowuje się, jak dziecko, któremu zabrali cukierka. Ale to wszystko pani wina.
Oniemiałam. Moja wina?
– Pani wina, bo pozwoliła pani na to, żeby rodzice tak panią traktowali. A teraz się pani dziwi. Tak, to wszystko pani wina.

Gdy wróciłam do domu, ojciec trzymał w ręce kabel od internetu. Odpiął połączenie komputera z modemem.
– Mówiłem, że pożałujesz! Masz szlaban na internet!

318 Total Views 1 Views Today

2 komentarzy “113 – „to wszystko pani wina””

  1. k napisał(a):

    ach tak… to tak jak ofiara gwałtu jest winna bo się wyzywająco ubrała, a pobite dziecko jest winne bo było za głośno, a ofiara zamachu samobójczego w Pakistanie jest winna, gdyż trzeba jej się było urodzić gdzie indziej.
    A psycholog, taka jego mać, bierze kasę poniekąd za myślenie, a nie opierdalanie się.
    Też takie kreatury spotykałam na swojej drodze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.