123 – wypalenie

Wypaliłam się. Dodałabym, że zawodowo, ale nie utrzymuję się z pisania. Niestety.
To, co do tej pory stworzyłam wydaje mi się bezsensu. Deprecjonuję wszystkie trzy książki oraz zaczątek czwartej.
Jedynym sensownym pomysłem zdaje się być „Majka”, na pomysł której wpadłam lata temu. Ale żeby pisać? Nie bardzo…
Smutno mi. Tak po ludzku smutno.
Najchętniej bym się uchlała i poszła spać.
Dziękuję Ci, moja „ukochana” niestabilności.

4673 Total Views 2 Views Today

28 komentarzy “123 – wypalenie”

  1. Zuza napisał(a):

    „Młody bóg… Psychiatryk” – to BARDZO wartościowa książka.
    Teraz wiem więcej…

  2. Zuza napisał(a):

    Bo… ktoś bliski znowu, drugi raz w psychiatryku…
    Teraz wiem więcej. A zawsze wolałam widzieć, niż nie wiedzieć.

  3. Zuza napisał(a):

    To jest takie trudne…
    Z tej strony choroby na pewno inne, ale – też bardzo…

  4. Zuza napisał(a):

    I ciągle myślę, co jeden człowiek może zrobić dla drugiego, co jeszcze, co więcej.
    Chciałoby się w takich chwilach (latach, miesiącach, takich „chwilach”) zrobić coś zamiast niego, wziąć na siebie jego ciężar… i to się nie udaje…
    Twoja książka dała mi kolejne warstwy … (nie wiem, czego, brakuje mi słowa) do przemyśleń…
    Dziękuję. Bardzo.

    • Mrówka napisał(a):

      Masz rację, choroba bliskiej osoby to okropna sprawa. Niestety nie możesz wziąć na siebie jego bólu. Możesz za to zrobić coś ważniejszego – być przy nim.

      Cieszę się, że książka okazała się pomocna 🙂

  5. Zuza napisał(a):

    Jestem. I ciągle myślę, że to za mało. A czasem, jak kopie słowami, to ciężej…
    Twoja książka – bardzo szukam takich wypowiedzi, bo mało mówi…
    Ale to dla mnie nie tylko książka, to AŻ czyjeś, Twoje myśli. Może, chyba podobne…
    Dziękuję.

  6. Zuza napisał(a):

    Jak namówić na leczenie i terapię…? Nie chciał przed szpitalem, ani 2 lata temu ani teraz…
    Bez leków i terapii nie da się żyć… Tak ciężko…

  7. Zuza napisał(a):

    Przepraszam, za dużo pytań, za dużo ja o sobie i o nim (bo… w psychiatryku…).
    Już czytam po cichu.
    Jeszcze raz – dziękuję za książkę.

    • Anka Mrówczyńska napisał(a):

      Daj spokój. Po to jest możliwość komentowania, by komentować. Myślisz, że odnoszenie się do siebie i zadawanie pytań uważam za niestosowne? Otóż nie!

      Niestety nie wiem, jak można namówić kogoś na leczenie. Sama wiele lat go odmawialam. Także w tej kwestii Ci chyba nie pomogę.

  8. Zuza napisał(a):

    Odmawiałaś… Ale coś Cię przekonało.
    Co?
    (tak, ostatnio często myślę, że za dużo pytam i gadam o tym samym. Trochę ludzi się ode mnie, chyba z tego powodu, odsunęło. To chyba naturalne, b to piekielne trudne…)

    • Anka Mrówczyńska napisał(a):

      Co mnie przekonało? Hmm… Po prostu w pewnym momencie stwierdziłam, że dłużej już nie dam rady sama. Że za chwilę będę mieć dwadzieścia siedem lat, a wciąż zachowuje się i emocjonalnie jestem jak nastolatka. Podjęłam tę decyzję również pod wpływem wielu komentarzy na blogu. Ludzie starali się mi uświadomić, że wciąż narzekam jak mi źle, a nic z tym nie robię. No i postanowiłam spróbować.
      No i jeszcze jedna składowa. Stwierdziłam, że fajnie byłoby napisać książkę o procesie leczenia 😉

  9. Zuza napisał(a):

    Wydawało mi się już sto razy, że wie, że sam nie da rady… Ciągle myślę, że nie musi tak cierpieć.
    Mogę tylko czekać, aż sam do tego dojrzeje, tak?
    Może ten pobyt w szpitalu coś zmieni. Może spotka tak kogoś, komu zaufa.
    A może nie…
    Dziękuję.

    • Anka Mrówczyńska napisał(a):

      Wiesz, nawet jak go zaciagniesz na terapię to to nic nie da. On musi sam tego chcieć. Terapia to nie samo „wygadanie się”. To ciężka praca nad sobą.

    • k napisał(a):

      Zuza, najważniejsze jest Być Obok, to się czasami wydaje za mało, to frustruje, to boli, bo łatwiej jest żyć ze świadomością, że się działa. Czekanie jest trudne, ale czasami to jedyne dobre wyjście. I to nieprawda, że czekanie to brak działania, bo to wielka, ogromna praca.
      Być Obok, rzecz nieoceniona. I procentuje, ale bardzo powoli.
      W chorobie nie ma nic, absolutnie nic gorszego niż poczucie opuszczenia i odrzucenia. Leki i terapia, kiedy nikogo nie ma obok, są w 80% mniej skuteczne.
      Dojrzewanie do terapii to długi proces, który właściwie nie kończy się nawet w momencie, gdy się ją zacznie. Nie tak łatwo jest zaufać i otworzyć się, a na dodatek zacząć zmiany w myśleniu i działaniu. Moje dojrzewanie do tego trwało 7 lat, a na oddziale były osoby, które przekonywały się do terapii mając za sobą wiele więcej lat choroby
      Pozdrawiam!

      • Zuza napisał(a):

        Dziękuję.
        Teoretycznie to wiem. I dlatego ciągle jestem.
        Ale to takie trudne…
        Stara (mogłabym być Waszą co najmniej matką), silna wewnętrznie (silna i słaba, oczywiście), pyskata (kiedy trzeba), wygadana (zazwyczaj), operatywna (wystarczająco, dotychczas), generalnie dużo mogę, a tutaj…

        • k napisał(a):

          I tutaj dużo możesz, z pewnością. Tylko niekoniecznie w taki sposób, jak byś chciała, niekoniecznie w takim czasie jak byś chciała. To właśnie główny powód frustracji. Z którą trzeba się pogodzić, to prawda, że to trudne.
          Tak czy siak, najważniejsze, że jesteś bo chcesz, a nie np. z litości czy suchego obowiązku. Takie rzeczy zazwyczaj są wyczuwane przez drugą osobę.

          • Zuza napisał(a):

            Tak, jestem, bo chcę. Bo na tym polega prawdziwa przyjaźń, tak myślę. Silniejsza niż więzi rodzinnie czy inne związki, czasami, tak myślę.
            A ocean bezradności, kiedy wiem, że można, a nie mogę – ogromny…

            Mam też problem z tym, że nie wiem, czy on to zauważa. Pytałam kilku osób po podobnych przejściach – mówiły, że to się czuje, tylko się o tym nie mówi. Szkoda, że czasami nie mówi się, chociaż słowa… Za to boksuje, kopie, warczy…
            Wytrzymam. Wytrwam.
            Tylko nie wiem, czy on wytrwa.

          • mrówka napisał(a):

            My z Mrówkiem jesteśmy przede wszystkim przyjaciółmi, dopiero potem parą. Masz rację, przyjaźń jest najsilniejsza.
            To prawda. To się czuje, gdy komuś na Tobie naprawdę zależy. Ważniejszy jest ktoś bliski, kto z Tobą posiedzi w milczeniu, niż ktoś dalszy, kto będzie gadał.

  10. Anka Mrówczyńska napisał(a):

    Najważniejsze jest to, aby trafić do dobrego specjalisty po podjęciu decyzji o leczeniu. Warto się porozgladac, poszukać, poczytać opinie, sprawdzić wykształcenie, Kursy, konferencje itd. Nie ma nic gorszego niż trafienie do niekompententego buraka, gdy po wielu latach w końcu się człowiek zdecyduje. To tylko utwierdza w przekonaniu, że wcześniej miało się racje i nie warto się leczyć.

    • Zuza napisał(a):

      Najlepszy lekarz, najlepszy terapeuta, bo szkoda czasu i zawiedzionych nadziei – o tym jestem przekonana, takie mam życiowe doświadczenie. I mam takich, mam adresy, telefony, on też je ma. Nie chciał. Teraz jest drugi raz w szpitalu. A nie musiało tak być…
      Dawnej bałam się o tym mówić, od wielu miesięcy mówię wprost. Czasami powie jakieś słowo, o coś zapyta – i mam nadzieję, że już się zgodzi, że chce… i nic, dotychczas…

  11. Zuza napisał(a):

    „…kto z Tobą posiedzi w milczeniu”
    Wolę działać, zawsze tak było, taka jestem. Ale mogę siedzieć w ciszy, nauczyłam się, chcę. Tylko muszę mieć możliwość – być obok albo ze słuchawką telefonu przy uchu. Czasami, rzadko tak było.
    Teraz bywa częściej tak, że nie mam tej możliwości, bo mówi: „nie chcę”. I oskarża. Albo milczy, sam, osobny. Ok., ma prawo. Wtedy proszę, żeby pamiętał, że jestem.
    Nie wiem, czy to wie. Czasem milczy. Czasem twierdzi, że to bzdury i nieprawda (kpina, żart itd.). Nie potwierdził nigdy. Może potwierdzeniem jest to, że jednak po jakiś czasie się odzywa…
    Trudne jest to walenie słowami na oślep, trudnymi, nieprawdziwymi, chociaż wierzę, że takie ma myśli…
    Ciągle się uczę, cierpliwości przede wszystkim.
    Łatwiej być z łagodnym, nawet ciężko chorym człowiekiem, trudniej z takim… wrogim. Ale tak czy inaczej – jestem.
    Ja myślicie — wie?

  12. Zuza napisał(a):

    Jak myślicie – wie? (tak miało być…, oczywiście)

    • mrówka napisał(a):

      Myślę, że wie. Doskonale wie. A to, że odrzuca, rani… ja czasem kiedy najbardziej potrzebuję Mrówka obok siebie, wtedy go najintensywniej odrzucam, wściekle oskarżam, odpycham. Co nie znaczy, że chcę aby był daleko. On to już wie. Wie, że im bardziej go odtrącam, tym bardziej go potrzebuję.

      • Zuza napisał(a):

        To właśnie znalazłam w Twojej książce.
        Gdzieś to wcześniej słyszałam, czytałam. Ale pierwszy raz u Ciebie, tak „z trzewi”, ze środka…
        I za to też dziękuję. I za inne trudne opisy, myśli…

  13. Zuza napisał(a):

    Jeszcze raz – dziękuję.
    …Ale przecież nie będę Ci dziękować codziennie za tę książkę i słowa do mnie, to byłaby przesada.
    Bardzo czekam na następne książki, zapowiadane przez Ciebie.
    I będę czytać tu na bieżąco.
    Bo chcę wiedzieć. Żeby postępować jakoś… lepiej… mądrzej..

    Tutaj… zmiennie…
    Smutno…
    Pozdrawia – Zuza

  14. Em napisał(a):

    Właśnie jestem w połowię książki „Młody Bóg z pętlą na szyi. Psychiatryk”. Wzięłam ją z czystej ciekawości jak też dlatego bo moja koleżanka sama przechodzi stany depresyjne, borderline… Czytam ją aby poznać i lepiej zrozumieć ją. Dziękuję za napisanie tej książki. Jest ona wartościowa i pomogła mi bardziej zrozumieć taką osobę.
    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.