124 – święta

Długo mnie tu nie było.
Od niedzieli spędzałam całe dnie w kuchni, żeby przygotować tradycyjne jedzenie na święta.
W tym roku spędzamy je sami – Mrówek, ja i nasze dwa szczurasy.

Jako dziecko uwielbiałam święta. Potem mi przeszło. A gdy zostałam ateistką i antyklerykałem, wojowałam z rodziną o ich obchodzenie. Chciałam się wyłamywać.
– W moim domu nigdy nie będę robiła świąt! Nie jestem katoliczką!
Na nic zdawały się tłumaczenia ateistycznego ojca, że to tradycja. Że nikt nie każe mi wierzyć, ale Wigilię trzeba obchodzić uroczyście.
Była i druga strona medalu – siedzenie przy stole z rodziną, kiedy siedzieć się z nimi nie chciało. Wysłuchiwanie opowieści z dzieciństwa. Jaka to kiedyś byłam śmieszka, a teraz taki zamknięty w sobie gbur. Zawsze siedziałam w milczeniu, ewentualnie zdawkowo odpowiadając na pytania. Nerwowe odliczanie do końca dnia, do końca świąt, kiedy wszystko wróci do normy. „Normy” hehe.

W tym roku postanowiliśmy zostać sami. W Wigilię obchodziliśmy trzecią rocznicę zaręczyn.
Prawdę mówiąc, gdyby Mrówkowi na tym nie zależało, spędziłabym święta jak zwyczajne dni.
Ale Mrówek lubi atmosferę świąt. Dlatego przez tydzień siedziałam w kuchni i gotowałam.

Co się okazało?
Święta mi się odczarowały. Już nie kojarzą się z zakłamaniem i sztucznymi uśmiechami.

Może i kiedyś polubię swoje urodziny?

434 Total Views 1 Views Today

2 komentarzy “124 – święta”

  1. Noktoferian napisał(a):

    Muszę Ci powiedzieć, że moje też się odczarowały 🙂 Na lepsze 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.