136 – blizny

Ostatni raz okaleczałam się na początku listopada. Na pamiątkę zostały mi blizny na wewnętrznej części ramienia.
Minęły dwa miesiące, a one nieznośnie bolą i swędzą.
Drapać się nie da. Boli to tak, jak otwarte rany.
A ból stwarza nawet przylegająca koszulka.
– Dobrze ci tak! Masz nauczkę!
Śmieje się Mrówek za każdym razem, gdy widzi, że mi one dokuczają.
Ale to niesie za sobą spore ryzyko. Pragnienie, by takich blizn było więcej.

448 Total Views 12 Views Today

4 komentarzy “136 – blizny”

  1. birdofprey napisał(a):

    Ostatni raz cięłam się na początku 2009, zaraz po wyjściu z pięciomiesięcznej terapii na oddziale dziennym. Od tego czasu jest kontrola pod postacią drugiej połówki. Ostatni raz byłam u pana psychiatry w 2012. Teraz nie ma żadnego – przerobiłam ich kilkunastu – przedawkowałam terapie.
    Mam 37 lat, nadzieję, że połówka kiedyś ode mnie odejdzie i jak to określam: „zwrócę wolność”, i bardzo często czuję się jak główna bohaterka filmu: „Welcome to me” i nie zamierzam z tym nic już robić. Po prostu nic.

    • mrówka napisał(a):

      Ja też czasem już nie mam sił. Mówię sobie, że nic się nie zmieni. Że już nawet nie chcę nic zmieniać. Ale potem się z tego otrząsam i działam dalej.
      Myślę, że warto.

  2. magda napisał(a):

    Kibicuję Ci Aniu cały czas. Bardziej tobie niż samej sobie. To życie już mnie tak strasznie boli że nic nie przynosi ulgi. Trwam. Nie żyje tylko trwam. Po co? Dlaczego? Jak dlugo jeszcze?

    • mrówka napisał(a):

      Wiesz, mnie też bolało. Bolało tak, że nie mogłam wytrzymać. I byłam pewna, że tak będzie zawsze. Ale nie jest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.