148 – czasem głupota popłaca

Kiedyś już o tym wspominałam.

W drugiej gimnazjum, w piątek miałam ma trzynastą do szkoły. Zawsze przed wyjściem piłam.
Mieliśmy na polskim recytować Inwokację. Upiłam się mocno.
Siedziałam i trzymałam się ławki, żeby nie spaść z krzesła. Dosłownie. Gdy przyszła moja kolej, dotoczyłam się pod tablicę. Zaparłam się o ścianę, nie mogąc utrzymać równowagi. Zaczęłam swój pijacki bełkot. Efekt?
– Brawo! Aniu, szóstka. Jesteś pierwszą osobą, która się wczuła i recytowała. Bierzcie z niej przykład.
Nie wiem, jak to możliwe, że w szkole żaden nauczyciel nie zauważył, że piję.

Pisałam pracę zaliczeniową na Wprowadzenie do filozofii. Nie szło mi za bardzo.
Zdaje się, że mieliśmy wybrać książkę, przeczytać ją i pisemnie na dwie strony A4 udowodnić, że jest to książka filozoficzna.
W wyniku pewnych okoliczności połknęłam listek Polopiryny. Wkręciła mi się wena. Miałam napisaną stronę i brakowało mi wstępu. Zaczęłam go pisać i rozpisałam się na drugą stronę.
Za pracę dostałam cztery albo pięć, nie pamiętam. Ale profesor bardzo chwalił ten wstęp. Czytał fragmenty na głos. Stwierdził, że gdyby cała praca była tak wnikliwa to byłaby idealna.

Ale nie polecam szukania kreatywności w taki sposób.

238 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.