151 – niedostosowanie do życia

Podobno większość osób z pogranicznym zaburzeniem osobowości doskonale daje sobie radę w życiu zawodowym. Cóż, ja dostałam przydział do tej mniejszej grupy – całkowicie nieporadnej życiowo.
Już pominę załatwianie wszelkich spraw dorosłego życia.
Praca.

Pierwszą pracę załatwiłam sobie mając szesnaście lat. Chciałam na wakacjach dorobić roznosząc ulotki popularnej sieci pizzerii. Latałam z wywalonym ozorem po mieście w czterdziestostopniowy upał. Wytrwałam tak dwa dni. Poddałam się. Ile zarobiłam? Nic. Okrągłe nic. Nie, nie oszukali mnie. Po wypłatę nie poszłam. Powód? Wstydziłam się. Było to dla mnie zbyt krępujące.

Druga praca też trwała dwa dni. Mając jakieś dwadzieścia lat, poszłam do agencji pracy tymczasowej. Załatwili mi przemetkowywanie ubrań popularnej sieciówki. Innymi słowy – praca na magazynie na jakimś wypizdowiu, gdzie dojeżdżał tylko bus pracowniczy. Urobiłam się jak dziki wół. Wypłata wpłynęła na konto Mrówka (wtedy jeszcze swojego nie miałam) po jakiś dwóch miesiącach. Dzwonili potem jeszcze z agencji. Nie odbierałam.

Mając dwadzieścia sześć lat postanowiłam znaleźć etat – chciałam być ubezpieczona, żeby móc się leczyć. Wtedy jeszcze naiwnie wierzyłam, że NFZ zapewni mi taką pomoc terapeutyczno-psychiatryczną, jaką potrzebuję. Pierwszy miesiąc przepracowałam na umowę zlecenie. Po okresie próbnym zadowolona podpisałam umowę o pracę. I się zaczęło. Mój stan się stopniowo pogarszał. Z każdym dniem było coraz gorzej. Trzymiesięczny koszmar zdawał się nie mieć końca. Alkohol, cięcie. Silne myśli samobójcze. W końcu upragniona wizyta u psychiatry i L4. Kilka dni później rozpoczęcie terapii grupowej. Potem psychiatryk.

Rok później znów stwierdziłam, że muszę iść do pracy. Tym razem miało być inaczej. Już nie miałam być zwykłym robolem, a pomocą kuchenną. Lubiłam gotować, a brak doświadczenia lub wykształcenia zmuszał mnie do bycia pomocnikiem. Chciałam jednak awansować. Zająć się gotowaniem na poważnie. I znów to samo. Na początku się cieszyłam. Było dobrze. Ale z każdym kolejnym dniem mój stan się pogarszał. Chlanie przed pracą, chlanie w pracy, chlanie po pracy. Cięcie, benzodiazepiny. Rzuciłam tę robotę po trzech miesiącach. Mając w ręce skierowanie na oddział zamknięty w trybie pilnym.

Minął kolejny rok. Znów twierdzę, że powinnam iść do pracy. Ale nie szukam jej. Czuję, że jestem całkowicie niedostosowana do życia. Nie pasuję do kapitalizmu. Nie wiem, czy pasowałabym gdziekolwiek.
Mam przez to silne myśli samobójcze. Pasożytuję.
Praca sprawia, że zmieniam się w bezmyślnego robota. Po powrocie do domu nie mam siły na nic. Tylko zmęczenie i pustka. Pustka. Pustka. A wtedy to już tylko kłaść się do grobu.

274 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.