Monthly Archives: Luty 2016

166 – wewnętrzne dialogi samobójcze

– Zabij się! Wszystko jest bezsensu. Zabij się!
– Ale przecież…
– Nie ma „ale”. Zabij się! Nie pasujesz do tego świata.
– Ale dobre wiadomości…
– Dobre wiadomości? Nie rozśmieszaj mnie! Za każdą dobrą wiadomość płacisz dziesięcioma złymi.
– Ale mam szansę…
– Szansę? Na co? Na udaną próbę samobójczą masz szansę!
– Cicho bądź. Ja chcę żyć. Kocham życie!
– Ale życie nienawidzi ciebie. Zabij się! Zabij się! Zabij się!
– Chcę żyć.
– Chcesz umrzeć. Sama siebie oszukujesz.
– Kocham życie.
– Brednie.
– Kocham pisać!
– Grafomania.
– Czyli co, nie ma żadnej nadziei?
– Jest.
– Jaka?!
– Śmierć.

164 – samobójczy wir

Choroby ciąg dalszy.

Niby wszystko jest w porządku. Między nami dobrze. Mamy zlecenie. A jednak…
Myśli samobójcze nie odstępują mnie na krok. Łażą za mną wszędzie. Jak pieprzony cień.
Myślę nad Majką. Jednocześnie mając łzy w oczach. Że nie dam rady jej napisać. Że jestem skazana na rzyganie sobą w książkach. Bo brak mi wyobraźni? A może skupienia? Że twórczość Mrówczyńskiej na zawsze pozostanie w elektronicznym eterze. Że nie wytatuują papieru moimi słowami. Że na pewno zaraz umrę. Że umrze Mrówek. I cisną się te łzy do oczu i cisną. A nie płyną.
Czy to reakcja na oddalenie od autoagresji? Jak nie ciąć to zabić. Taka logika?

W moich myślach śmiertelna cisza.

163 – agrrrr….

Nienawidzę chorować. Dziś przespałam pierwszą noc w całości budząc się o… szesnastej.
Pieprzony kaszel męczy, a syrop wykrztuśny o ochydnym smaku bananowym, wciśnięty mi zamiast Flegaminy, której nie było, chyba nie działa.
Mrówek, kochana dusza, biega na zakupy, choć tak bardzo nie lubi. A ja grzeję dupę pod kocem, oddając się dobrej lekturze.
Skończyłam pierwszy tom sagi Pieśń lodu i ognia – „Gra o tron”. Mrówek obiecał mi sprezentować kolejne tomy.
Teraz sięgnęłam po bardziej wymagającą pozycję – „Próchno” Berenta.
Nie mam siły pisać. Nie mam ochoty na nic. Szarpana co chwilę atakami kaszlu, najchętniej cały czas bym spała.

160 – wezwanie

Nocną ulicę otulało mdłe światło wysokiej latarni. Cisza.
W delikatny wiaterek wmieszał się mocniejszy podmuch. Ciszę przeciął martwy szelest liści. Pierwsze skrzypce w tym niespodziewanym koncercie odegrała huśtawka. Skrzypiąc złowieszczo w poszukiwaniu zbłakanych dzieci.
Okno otwarte. Usłyszała wezwanie.
Stając na parapecie rozpostarła ramiona jak skrzydła.
– Już lecę!…

159 – myśli

Zazwyczaj problem autodestrukcji siedział zagnieżdżony głęboko w sferze emocjonalnej. Bezradna wobec swoich odczuć, często nie rozumiałam skąd biorą się myśli samobójcze.
Ostatnio udało mi się nabrać emocjonalnego dystansu wobec problemu unicestwienia siebie.
Od wczorajszego wieczora problem stanowią myśli. Racjonalne pragnienie przeznaczenia swojego ciała na pożywkę dla bakterii gnilnych.
Nie mam już siły…

158 – inny wymiar

Od małego wolałam żyć w swoim własnym świecie. Ten zewnętnrzy, tak zwana rzeczywistość, mało mnie obchodził.
Im jestem starsza, tym bardziej się izoluję. Dochodzę do wniosku,że ten wewnętrzny świat jest lepszy. Że to w nim pragnę żyć.
Chcę tylko pisać. Poświęcić się temu w całości.
Właśnie tak chce żyć…

157 – autodestrukcyjny dystans emocjonalny

Od wielu, wielu lat podejmuję próby zakończenia autoagresji i autodestrukcji. Zawsze zdecydowałam o tym racjonalnie, tkwiąc w silnym emocjonalnym związku z niszczeniem siebie.
Na poprzedniej sesji uświadomiłam sobie, że nabrałam trochę emocjonalnego dystansu do tego.
– O! To coś nowego. A jak pani poznała ten emocjonalny dystans?
– No na przykład spojrzałam na blizny bez tej dziwnej fascynacji.
Dziś pociągnęłam ten temat. Nie pamiętam, Kiedy ostatnio tyle mówiłam na sesji.
Jednak pojawił się lęk, pustka.
Wyobrażam sobie siebie, jako złożoną z wielu drewnianych klocków. Emocjonalnie usunęłam jeden z napisem „autodestrukcja”. Budowla stała się niestabilna. Zaczęła chwiać. Pojawił się luz między klockami, które teraz na nowo muszą się ułożyć, tworząc na powrót stabilną konstrukcję.
Pojawiają się myśli, by się skrzywdzić. Zmiana zawsze budzi lęk.
Potrzebuję teraz terapeuty jak nigdy wcześniej. Żeby utrzymać i wzmocnić tendencję zdrowienia.
Ale stare schematy każą wątpić. Uciekać.
Boję się…