Monthly Archives: Marzec 2016

176 – czy ta psychoterapia jest skuteczna?

Dwa lata bez próby samobójczej. Dziewięć miesięcy bez podwieszania. Pięć miesięcy bez cięcia.
Sukcesy – niewątpliwie. Jednak mnie cieszy coś innego.
Na pytanie:
– Jaka jesteś?
Już na pewno nie odpowiem „autoagresywna, autodestrukcyjna”. To nie ja – to choroba. Wrażliwość już nie myli mi się z niszczeniem siebie.

Całe życie towarzyszyła mi huśtawka emocjonalna. Było to trudne do zniesienia, dlatego nauczyłam się radzić sobie z nią. Oczywiście biernie. Pogrążyłam się w wiecznym smutku, utożsamiłam się z nim i nazwałam go organicznym. Wahania zaczęły oscylować między „źle” i „tragicznie”. W pewnym sensie, przyniosło to ulgę. Uwierzyłam, że to jedyne rozwiązanie. W smutku odnalazłam miejsce dla swojej twórczości. Dostarczał weny, inspirował. Przeklęłam życie i siebie, całkowicie oddając się cierpieniu. Papier wszystko przyjmował. Rzyganie sobą i emocjonalne konwulsje. Chciałam głosić prawdę. A jedyną prawdą wydawały się bezsensowność i cierpienie.

Tragizm, bezsens, rozpacz, autoagresja, autodestrukcja, tendencje samobójcze – przyjmowałam to za nierozłączną część mnie. Za coś mnie definiującego. Coś, bez czego stanę się nikim. Zniknę.
Pan M. przebił się przez skorupę mechanizmów obronnych. Pobudził do myślenia odpowiednią część mnie. W końcu udało mi się to przetrawić.
Teraz widzę, że to objawy chorobowe. Już nie odbieram ich, jako części mojego światopoglądu. Jako części swojej osobowości. To taki paskudny emocjonalny nowotwór, który nacieka na zdrowe tkanki – racjonalne postrzeganie świata, siebie. Tworzy zniekształcenia. Wpływa na reakcje – emocje i zachowanie. Chcę się go pozbyć. Już nie boję się, że stracę część siebie. I że przestanę być twórcza.

174 – recenzja na psychologia-spoleczna.pl

„Ciężko jest czytać opowieść niesamowitego człowieka, który tak usilnie stara się zniszczyć siebie, którego pragnienie śmierci i bezużyteczności bierze górę, nad pragnieniem życia.

Jednak nie bez powodu nazwałam narratorkę tej książki „niesamowitym człowiekiem”. Odpowiedź znajdziesz w środku, dlatego gorąco, każdemu, niezależnie od wieku i wykształcenia…

…polecam zapoznanie się z tą jakże emocjonalną lekturą!”

http://psychologia-spoleczna.pl/recenzje-ksiazek/2203-mlody-bog-z-petla-na-szyi-psychiatryk.html

173 – wiosenne chwile

Bywają chwile, że naprawdę kocham ten świat. I życie. Promienie wiosennego słońca plączą się w gałęziach. Te zaś, leniwie bujają w rytm wiatru. Delikatnego. Jakże oczyszczającego. Poleciał zeszłoroczny, uschnięty liść. Jeden z nielicznie pozostałych. Zrobił miejsce dla rodzących się następców. Nieuchronnie zbliża się do wybuchu. Eksplozja siły, której nic nie powstrzyma. Życia.
I nawet komputer-rzęch nie jest w stanie wytrącić mnie z równowagi. To moment radości. Błogostanu. Zjednoczenia z naturą. Gdy otula mnie upajające, wiosenne powietrze.

172 – bezczas

Życie obfituje w nieprzewidziane zwroty akcji. Kolejny raz, w głębokiej czarnej dupie, zauważyłam przebłysk. Nagłe olśnienie.
Kluczem jest bezczas. Czasoprzestrzeń z właściwościami próżni.
Wolna od czasu. Wolna od życia. Wolna od śmierci.
Pobyt w niej to stan między życiem, a śmiercią. Niebyt. Nieżycie bez konieczności umierania.
(Może stąd to pragnienie śmierci klinicznej? To zamiłowanie do stanu zawieszenia?)
Bodziec. W następstwie przykre emocje. Fantazje o bezczasie. Izolacja. Wycofanie z wszelkich kontaktów. Pozbawienie się możliwosci redukcji złości. Kumulacja złości. Pojawienie się agresji. Chęć odreagowania na sobie. Lęk i poczucie winy. Wzrost poziomu złości i agresji. Konfliktowość. Jeszcze wieksza izolacja. I tak w kółko.
Bezczas jest kluczem. Jak mówiłam.

awaria

W związku z awarią w dniach 17-25.03.2016 strona anka-mrowczynska.com i blog były niedostępne, a wiadomości wysłane na adres mrowka@anka-mrowczynska.com nie zostały dostarczone. Proszę o ich ponowne wysłanie.

171 – leczenie borderline: złość się, na zdrowie!

– Psychicznie jest chyba trochę lepiej. Te myśli samobójcze trochę zelżały.
– Już ostatnio widziałem, że jest lepiej. Złościła się pani.
Spojrzałam na niego pytająco.
– Była pani bardziej energiczna. Miała więcej siły. Złość jest dobra.
Kolejne nieme pytanie w oczach.
– Złość, czy nawet frustracja, to siła, energia. Może być destrukcyjna, ale nie musi. Można ją obrócić na swoją korzyść. Przekuć w pęd ku zmianom. Tylko, że pani tego nie robi.
Zamyśliłam się.
– Jest pani przepełniona złością, agresją. I nie potrafi sobie z nią radzić. Często pani nawet nie dostrzega agresji w swoim zachowaniu. Tak, jak w przypadku milczenia czy izolowania się. Pani Aniu, drzemią w pani ogromne pokłady sił, ale nie potrafi pani z nich skorzystać. A często wręcz obraca je przeciw sobie. A tę siłę trzeba wykorzystać do zmiany. Potrzebuje pani nowych doświadczeń, wyzwań. Nie może się pani tak wycofywać z życia i być bierną. To panią zabija.

170 – borderline vs. schizoidalne bierno-agresywne

Do tej pory myślałam, że moim głównym problemem są objawy borderline. Terapeuta coraz bardziej mnie uświadamia, że destrukcyjna jest dla mnie również bierna agresja. Cechy schizoidalnego też robią swoje.

Trudno jest mi być w kontakcie.
– Coś do pani mówię, a pani nie odpowiada, w żaden sposób się do tego nie odnosi. Milczy. Zupełnie, jakby ignorowała moje wypowiedzi. Jakby nie była pani w ogóle zainteresowana kontaktem.
Milczenie. Co miałabym odpowiedzieć? Bronić się, że to wcale nie tak? Nie musiałam.
– Ja wiem, że tak nie jest. Ale gdybym nie był świadomy przyczyn, mógłbym tak pomyśleć. Tak to wygląda z boku, dla otoczenia.
– Zapytałam Mrówka, czy moje milczenie i izolowanie się odbiera jako agresję. Potwierdził.
– I co pani na to?
– Zdziwiłam się. Tyle razy pan o tym mówił. Teraz Mrówek potwierdził pana słowa. Niby przyjęłam to do wiadomości…
– Ale?
– Jakoś trudno mi w to uwierzyć…
– Bo nie kojarzy pani bierności z agresją, prawda?
– Milczenie bardziej kojarzy mi się z uległością.
– Pani Aniu, musi pani sobie uświadomić, że ta bierność jest dla pani bardzo destrukcyjna.

Temat poruszamy prawie od początku. A ja wciąż nie potrafię pogodzić się z tym, że nie robiąc nic – jestem agresywna.
Po prostu. Zapadam się we własnym świecie. Znikam. Widać ciało, ale ja nie istnieję. Jak mogę tym krzywdzić?

Pisząc tę notatkę uświadomiłam sobie, że, co prawda, relacja z terapeutą powoli się pogłębia i coraz więcej na sesjach nawiązuję z nim kontakt, jednak jest to czysto intelektualne doświadczenie. Emocjonalnie jestem odcięta. Zarówno od niego – wprawdzie ufam mu i czuję się przy nim bezpiecznie, ale emocjonalnie jest mi zupełnie obojętny. Nie mogę powiedzieć, że go lubię albo jest mi bliski. Jak i od treści dialogów – mówiąc nawet o najboleśniejszych emocjach, przeżyciach, będąc w fatalnej formie, nie odczuwam emocji. Mówię, jakbym pisała książkę, zdecydowanie nie autobiograficzną.

169 – „Bogini szaleństwa” – recenzja Młodego boga na „Rzecz o kulturze”

„Dużo odwagi musiała mieć Mrówczyńska, aby opisać i przekazać zupełnie obcym ludziom wszystko to, czego nie była w stanie opowiedzieć najbliższym. Ciekawe czy jej rodzice przeczytali tę książkę. Może to właśnie z niej dowiedzieli się o pobycie córki w psychiatryku. Pisarka wydarła ogromny kawał swojej prywatności i wystawiła go na światło dzienne, oddała na łaskę i niełaskę czytelników. Ryzykowne.”

Bogini szaleństwa – Rzecz o kulturze – recenzja „Młody bóg z pętlą na szyi. Psychiatryk””

168 – ostateczność

Nie mam siły. Wiem – to nie nowość.

– Żyję ostatnio w jakimś zawieszeniu.
Terapeuta szczerze się roześmiał.
– A czy kiedykolwiek nie żyła pani w zawieszeniu?

Każdego dnia coraz trudniej wstać. Każdej nocy coraz trudniej zasnąć.
I tylko ból utwierdza mnie w przekonaniu, że wciąż żyję. Ból nieznośny. Dojmujący. Odbierający nadzieję. Pozbawiający złudzeń – że będzie dobrze. Kiedykolwiek.
Nawet łzy, zdradzieckie słone krople, znów zaczęły mnie nawiedzać. Nie przynosząc ulgi. Wypłakują resztki mocy.

Każdego dnia, coraz niżej nad moją głową, zawieszona ostateczność.