168 – ostateczność

Nie mam siły. Wiem – to nie nowość.

– Żyję ostatnio w jakimś zawieszeniu.
Terapeuta szczerze się roześmiał.
– A czy kiedykolwiek nie żyła pani w zawieszeniu?

Każdego dnia coraz trudniej wstać. Każdej nocy coraz trudniej zasnąć.
I tylko ból utwierdza mnie w przekonaniu, że wciąż żyję. Ból nieznośny. Dojmujący. Odbierający nadzieję. Pozbawiający złudzeń – że będzie dobrze. Kiedykolwiek.
Nawet łzy, zdradzieckie słone krople, znów zaczęły mnie nawiedzać. Nie przynosząc ulgi. Wypłakują resztki mocy.

Każdego dnia, coraz niżej nad moją głową, zawieszona ostateczność.

648 Total Views 2 Views Today

6 komentarzy “168 – ostateczność”

  1. kto280391 napisał(a):

    Skoro coraz niżej zawieszona, to tak, jakby „świat się kurczył” albo też może „lecisz” w stronę ostateczności?
    Czym jest ta ostateczność?
    pozdrawiam,
    k.

  2. Aga napisał(a):

    Skąd bierzesz wiarę i nadzieję ?

    • Anka Mrówczyńska napisał(a):

      Tak naprawdę chyba ich nie biorę – brak mi ich. Choć czasem, niespodziewanie, zjawiają się w ogromnym natężeniu.
      Na co dzień żyję siłą rozpędu.

  3. Patrycja napisał(a):

    Gdzie można przeczytać całą ksiażkę”Młody Bóg z pętlą na szyi” ?
    Bardzo mi na tym zależy. Ja zapisywałam podobne rzeczy 3 miesiące temu w psychiatryku , ale wszystkich się pozbyłam, by nie przypominać sobei o tych złych chwilach.
    Ale to znowu wróciło.
    Z tego nie da się wyleczyć
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.