219 – wieś, wciąż

Mrówek wrócił dziś do domu. Miałam wracać z nim, ale rodzicielka poprosiła, żebym została do środy.
Dobrze się stało, że nie wyjechałam. Mama znów czuje się gorzej.
Bardzo się o nią martwię. Wracają wspomnienia z jej poprzedniej choroby nowortworowej. Wtedy zepchnęli mnie na margines. Teraz jestem w centrum wydarzeń. Cieszę się, że mogę jej pomóc. Że jestem potrzebna.

Po wyprowadzce z centrum miasta, wybudowali domek pod lasem. Chodzę na spacery, jeżdżę rowerem. Biegam ze smartfonem, robiąc zdjęcia napotkanym kwiatkom. Trochę opalam się na tarasie.

Nie piszę. Nie czytam. Żyję chwilą i staram się być pomocna.

Obiecałam cioci, że w tym tygodniu zarejestruję się do psychiatry. Po roku wracam do swojego poprzedniego. Mam wrażenie, że wenlafaksyna przestała działać. Jak kiedyś fluoksetyna. I chyba nie ominie mnie powrót do przeciwpsychotyków. Tylko błagam, nie Rispolept i nie Ketrel…

Podziel się!

218 – normalność w tabletkach

– I co, myślisz, że jak brałam Rispolept, nie byłam taka?
– Jaka?
– No… taka.
– Pojebana?
– No.
– Mniej.

Znów faszerować się trującą chemią? Dla większej stabilności? Dla mniejszych myśli paranoicznych?
Znosić cierpliwie setki efektów ubocznych? Powstrzymywać łzy wyciskanie przez ból nóg? Być zwieszoną, nietwórczą, niekreatywną? Spać po piętnaście godzin, nie mogąc się dobudzić?
W imię czego?
Udawać, że normalność na receptę jest prawdziwa?

Podziel się!

217 – czy winna, czy niewinna – zawsze winna

– Zmień se status na Facebooku na „szukam męża”. Albo tego całego W. se weź, co go masz w znajomych. Oboje tak samo popierdoleni jesteście. Będziecie się utwierdzać wzajemnie w przekonaniu, jacy to jesteście wyjątkowi. Artyści… – dodał ironicznie.
Kolejna kłótnia. Tym razem nie ja zawiniłam. Czy zawsze muszę spełniać jego zachcianki?
W oczach rodziny oczywiście on jest pokrzywdzony. Tak się utarło – ja jestem tą najgorszą, pojebaną wariatką, wyżywającą swoje frustracje na innych.
Pierdolę.
Wieczne emocjonalne szantaże, że mnie zostawi, jeśli nie zrobię tego, co chce.
Pierdolone kółko wzajemnego pojebania.

Podziel się!

216 – pojebana

Mam dość siebie. Swojej pieprzonej niestabilności. Ranienia innych. Karania najbliższych za swoje paranoje.

Dlaczego tak go traktuję? Bo ubzdurałam sobie kolejny nowotwór? Bo kasę przeznaczoną na książkę wydałam na życie?
Bo:
– Nie mam humoru.
Bo:
– Mam zjebany nastrój.
Bo:
– Mam dość życia i chcę umrzeć!

– Co ci jest?
– Nic.
– No co ci jest?
– Nic.
– Przecież widzę, że znów znalazłaś sobie jakiś problem.
„On, kurwa, nic nie rozumie! Nikt mnie nie rozumie! Chcę umrzeć!”
– Daj mi spokój. Nic mi nie jest.
Nos na kwintę i spierdalać wszyscy. A potem się dziwię, że znów chce uciec za granicę…

Podziel się!

215 – truciciel

Sączy truciznę w żyły. Wmawiając, że to moja wina.
Atakuje. Unieważnia. Poniża.
Niszczy wszystko na swojej drodze. Oskarża ofiary o cierpienie.
Wokół palca ich życie owija.
Odbiera chęci. Wrażliwość i radość zabija.
Odwodzi od zmian, karząc za stagnację.
Wybuchając szyderczym śmiechem, unicestwia.

Podziel się!