207 – przełom

– Źle pani spała? – zapytał terapeuta, gdy tylko weszłam do gabinetu.
– Płakałam do czwartej…
– Właśnie widzę, że ma pani takie spuchnięte oczy. A co się stało?
Chwilę wahałam się, czy zacząć mówić. W oczach łzy. Czułam, że otwierając usta, popłyną.
Przełamałam się. Całą sesję płakałam. Nie próbowałam nawet powstrzymywać łez. Mówiłam szczerze, zużywając przy tym z dziesięć chusteczek.
– Pani Aniu, proszę mówić. Jest w pani bardzo wiele emocji. Proszę mówić – zachęcał, gdy zamilkłam na minut.
– Paradoksalnie choroba mamy jest plusem w całej tej sytuacji. Wiem, że muszę być dla niej silna. Gdyby nie to…
– To co?
– Różnie mogłoby być.
– Co ma pani na myśli?
– Działanie bez myślenia o konsekwencjach.
– Chodzi pani o cięcie?
– Cięcie to w tym wszystkim najmniejszy problem – przyznałam szczerze, wybuchając płaczem.

428 Total Views 1 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.