210 – artyści zawsze umierają w biedzie

Moją głowę wypełniają myśli paranoiczne. Czuję nowotwory w każdym zakamarku ciała. Nieustanny ból. Czy psychosomatyczny?
W poniedziałek mama wychodzi ze szpitala. Po raz drugi pokonuje złośliwego raka. Przecież jestem do niej tak podobna…
Chciałabym się przebadać. A jedynym sposobem na ubezpieczenie jest etat. Przez umowę z wydawnictwem nie kwalifikuję się na bezrobocie.
Osiem godzin w pracy? Najniższa krajowa. Bycie pieprzonym robotnikiem, wiecznie pomiatanym przez zwierzchników i współpracowników.
– Ja nie mogę iść na etat – próbowałam tłumaczyć cioci.
– Dlaczego?
– Bo ja chcę być pisarką!
– Dziecko, porzuć te mrzonki.
Nie ma to jak wsparcie bliskiej osoby.
Pracując na etacie nie ma mowy o pisaniu. Wieczne niewyspanie. Brak czasu. Zmęczenie.
Wracając z roboty po ośmiu godzinach harówki i gnębienia przez „koleżankę”, jedyne o czym myślałam to był sen. Żeby tylko uciec. Zapomnieć. Potem doszedł alkohol, tabletki i cięcie. Rozpaczliwe pragnienie, żeby się znieczulić.
– Zostaje ci przecież weekend na pisanie.
Czyżby? Sen do piętnastej, zakupy, obiad, sprzątanie. Tępe gapienie się w beznadziejny film.
Poczucie marnowania życie, które przecież od małego chciałam poświęcić sztuce. I wiem, nie zrozumie mnie nikt, kto nie był w takiej sytuacji.
Nie po to walczę z sobą o każdy kolejny dzień, by nie móc tworzyć.

Po raz kolejny. Łzy w oczach. Lęk. I poczucie, że z tej sytuacji nie ma wyjścia.
Nie potrafię być robotem. Bezmyślnym zoombie pakującym towar w kartony. To mnie zabija.

Ale czego ja chcę… W końcu od zarania dziejów, artyści umierali w biedzie.
Proszę tylko o jedno.
Dajcie mi jeszcze kilka lat. Chcę zdążyć spisać to, co we mnie siedzi.

660 Total Views 2 Views Today

4 komentarzy “210 – artyści zawsze umierają w biedzie”

  1. Monika Walasek napisał(a):

    Ania dodkonale Cie rozumie,duzo mi daje czytanie twojego bloga,podziwiam Cir i dzacun za to.Powiem CI jedno ze ja tez czuje sie jsk smiec ,chodzac po sklepie z mopem i sprzatajac obsrane kible..czasMi wracam na czterech do domu ze zmeczenia a i tsk jestem trakfowana jak nic i nikt w pracy takie pomiotlo …za najnizsza krajowa .Czytajac to wiem ze nie jrstem sama ..twoj blog jest dla mnie wdparciem i dziekuje Ci za to!!Jested dla mnie duchowym wsparciem jakiego nadal nie mam .Aniu jestes wielka:)szacun ogromny.Pozdrawiam

  2. Emilia napisał(a):

    Aniu, jak czytam twoje wpisy to czuję się jakbym to ja sama je pisała. Mam te same myśli, poglądy. Tyle tylko, że jestem od ciebie młodsza. To wydaje się być jedyną różnicą. Uwielbiam cię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.