227 – pozytywnie

Będąc u mamy na wsi, nauczyłam się wcześnie wstawać. Po powrocie do domu nie zmieniłam tego przyzwyczajenia.
W weekend zaczęłam naukę angielskiego na duolingo.com, naukę cholornego javascriptu, do którego przymierzałam się od lat.
Od kilku dni znów biorę zwiększoną dawkę wenlafaksyny. Tym razem mnie nie zamula, a dodaje energii.
Schudłam sześć kilo (po czym przytyłam kilogram, ale to przemilczmy), nie chleję, zdrowo się odżywiam.
Z optymizmem patrzę w przyszłość. Wiem, że mój los i samopoczucie zależą tylko ode mnie. Czuję, że mam realny wpływ na kształt swojego życia. Już nie płynę bezwolnie z prądem rutyny i beznadziei.
Wiem, że nie mogę się poddać. Że muszę walczyć o siebie i komfort wspólnego życia z Mrówkiem. Mam dużą motywację do dalszego leczenia. Nie chcę zmarnować tej jednej jedynej szansy, jaka została mi dana w chwili, gdy komórka jajowa matki połączyła się z plemnikiem ojca. To jest mój czas. I drugiego nie będzie.

Martwi mnie tylko, że znów przestałam pisać. A to zawsze kończyło się źle. Bardzo źle…

633 Total Views 1 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.