231 – recenzja „Młodego boga…” w Kwartalniku Psychiatra

Artykuł recenzyjny pochodzi z czasopisma: Kwartalnik Psychiatra Nr 2/2016 (13) LATO

Paprykarz szczeciński dla wegetarian – słowo o książce Anki Mrówczyńskiej „Młody bóg z pętlą na szyi”

Katarzyna Szaulińska

 

Kiedy książkę, taką ja ta, dostaje do recenzji psychiatra, nie ma wyboru – czyta ją zarówno jako czytelnik literatury, jak i przedstawiciel świata opisywanego przez pacjentkę. I w tym drugim kontekście czytam „psychopatologicznie”, z tym że „patologiczność” zaskakuje mnie nie w opisie wewnętrznych przeżyć autorki, a w opisie funkcjonowania świata, w którym się znalazła. Nie powinna zaskakiwać, bo jest to świat, w którym pracuję na co dzień, czyli zamknięty oddział psychiatryczny.
A jednak.

Autorka przyznaje: „Młody bóg…” jest wierną kopią moich przeżyć. Jeden do jednego. To zapis mojego życia wewnętrznego, autodestrukcji, autoagresji. Tego, w jaki sposób i co myślałam”. Mrówczyńska otwarcie pisze o swojej diagnozie: umiarkowany epizod depresji u pacjentki z osobowością borderline.
Kwartalnik PSYCHIATRA Zacznę od ogólnych wrażeń czytelniczych. Książka jest pamiętnikiem, napisanym językiem pozbawionym ozdobników, mającym cechy relacji reporterskiej. Czyta się ją szybko, chociaż jest monotonna. Mrówczyńska opisuje każdy dzień niczym więzień, który skreśla kolejne dni wyroku na ścianie więzienia – jeden podobny do drugiego, od śniadaniowej pobudki, poprzez poranne leki, pomiar ciśnienia, niesmaczny obiad, kolację, wizytę ukochanego, wieczorne obżarstwo. Powoduje to wrażenie zakleszczenia, uwięzienia. Jest ono wzmagane przez to, że spojrzenie autorki przesącza się przez tunel emocjonalny charakterystyczny dla osobowości borderline – idealizacja i dewaluacja, poczucie winy i poczucie krzywdy, przeprosiny i atak, rozpacz i wściekłość, obsesja autodestrukcji. Książka pozwala uświadomić sobie, jak trudno żyć z tym zaburzeniem.
Zapis Mrówczyńskiej jest tak rozdzierająco dosłowny i szczery, że widać w nim potrzebę wystawienia się na ocenę, niechronienie siebie. Z drugiej strony książka jest jasnym komunikatem: chcę być widziana, słyszana i akceptowana taka jaka jestem. I to się udaje, bo autorkę-pacjentkę naprawdę da się zrozumieć i polubić.

Jest w książce sporo smaczków, które doceni każdy, kto miał kiedykolwiek kontakt z psychiatryczną opieką zdrowotną.
Mrówczyńska uwydatnia różne irytujące cechy postaci i miejsc. Dialogi z lekarzami, ukryta w didaskaliach miażdżąca ocena różnych obiegowych sformułowań (np. „z czym pani przychodzi?”), reakcje na chłód, ocenianie, prześmiewanie – cała masa celnych uwag, których lekarz nie usłyszy, bo pacjent po prostu nie przyjdzie na kolejną wizytę.
Podobnie – produkty rybne w diecie wegetariańskiej serwowanej na oddziale. Pojawiający się wielokrotnie na talerzu, nie jedzącej mięsa Mrówczyńskiej, paprykarz szczeciński po przeczytaniu całej książki stał się dla mnie czymś symbolicznym.

Zapewne każdy psychiatra przeżywa moment zadumy, kiedy pacjent z z rozpoznaniem osobowości borderline trafia do szpitala psychiatrycznego. Pojawiają się wtedy, oprócz współczucia dla pacjenta, również złość na system i przekonanie, że dla takiego pacjenta oddział nie jest miejscem idealnym. Po przeczytaniu książki, doszłam do wniosku, że pobyt w oddziale był dla Mrówczyńskiej paprykarzem szczecińskim. Niby leży na talerzu, ale nie karmi. Niby jest „wegetariański”, ale przecież, jak słusznie zauważa Mrówczyńska – „ryba ma oczy”.

Działania personelu oddziału, na który trafia Mrówczyńska, sądząc z jej relacji, opierają się na wspieraniu i pocieszaniu bardziej, niż konfrontowaniu i wyjaśnianiu przyczyn objawów. Nie sposób niektórym lekarzom i psychologom opisanym przez Mrówczyńską odmówić empatii i troski o pacjentkę. Wydaje się jednak być przez nich traktowana jak małe dziecko, któremu tłumaczy się, że „leki za chwilę zaczną działać”, i że „pani musi zmienić myślenie”, i „wszystko będzie dobrze”.
Może to i miłe, ale czy pomocne?
Na pewno nie daje to pacjentce poczucia zrozumienia objawów, ich związku z przeszłością, widzenia ich jako sposobu komunikacji swojej potrzeby miłości i opieki oraz emocji pod nimi ukrytych. Tym samym pacjentka nie dostaje w szpitalu dorosłego spojrzenia na siebie. Utwierdza się ją jedynie w złudnym przekonaniu o „magicznym” działaniu leków i o tym, że psychoterapia jej pomoże, ale będzie na nią czas kiedyś, w innym miejscu i czasie.
Trochę szkoda.
W szkoleniu psychiatry w Polsce zbyt mało, moim zdaniem, przywiązuje się wagi do szkolenia się w psychoterapii. Obowiązkowe zajęcia z tego przedmiotu trwają dwa tygodnie, pół roku trwa „bierny” udział w szkoleniu w Oddziale Leczenia Nerwic. Czy wiedza, zdobyta jedynie zgodnie z wymogami programu specjalizacji, wystarczy, żeby rozsądnie zadbać o pacjenta z zaburzeniem borderline? Tym bardziej, że kontakt z takim pacjentem wywołuje szereg skrajnych emocji, od miłości po nienawiść. Jeśli tych emocji nie rozumie się, trudno wejść w bliższy, terapeutyczny kontakt i bezpieczniej się czuje pozostając na powierzchni.

W drugiej części książki Mrówczyńskiej pt. „Terapia u Doktorka”, opisane są jej doświadczenia z psychoterapii indywidualnej, która miała miejsce już po wyjściu ze szpitala. W tej części obecne jest właściwie wszystko, czego zabrakło w pierwszej. Pogłębienie wiedzy o dzieciństwie, przyjrzenie się funkcji objawów. Mrówczyńska stworzyła przy tym niezwykle dokładny zapis sesji psychoterapeutycznych, taki, jaki sporządza terapeuta na sesje superwizyjne.
Druga część książki kończy się zerwaniem terapii i dewaluacją dotychczas idealnego terapeuty. Nie zamierzam oceniać tej decyzji, ale dla psychiatrów i psychoterapeutów, cenna może być możliwość zapoznania się z procesem, który do tego doprowadził.
Dzięki książkom Mrówczyńskiej psychiatra mający mało doświadczenia w kontakcie z pacjentami borderline dostaje prezent. Książka nie zastąpi szkolenia z psychoterapii, ale może być w nim pomocna. Na pewno może pomóc w rozumieniu osób z zaburzeniami „borderline” i może być również pewnego rodzaju korektywnym doświadczeniem.

Samych takich życzę psychiatrom i autorce.

 

Źródło artykułu:
Katarzyna Szaulińska – Paprykarz szczeciński dla wegetarian – słowo o książce Anki Mrówczyńskiej „Młody bóg z pętlą na szyi”. Kwartalnik Psychiatra Nr 2/2016 (13) LATO, s: 106-107.

Pobierz demo pierwszej części cyklu „Młody bóg z pętlą na szyi”:
» Psychiatryk «

 

3064 Total Views 6 Views Today

3 komentarzy “231 – recenzja „Młodego boga…” w Kwartalniku Psychiatra”

  1. Marya Morevna napisał(a):

    Gratuluję świetnej recenzji 🙂 Oby takich więcej!!

  2. advogados de curitiba napisał(a):

    I am extremely impressed with your writing skills and also with
    the layout on your weblog. Is this a paid theme or did you customize it yourself?
    Either way keep up the nice quality writing,
    it is rare to see a nice blog like this one today. http://www.oabpr.org.br/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.