225 – pogłębianie terapii

Do obecnego terapeuty chodzę od trzynastu miesięcy. I dopiero teraz, po takim czasie, czuję, że zaczyna się „prawdziwa” terapia.
Relacja z nim jest bliższa, oparta na dużym zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa. To coś, czego nigdy nie doświadczałam w dotychczasowych związkach z ludźmi. Wiem, że mogę mu powiedzieć wszystko i nie zostanę skrytykowana ani oceniona.
Lęk i pustka w głowie dalej się zdarzają, ale coraz rzadziej wpadam w to odretwienie.
Zaczęłam rozmawiać.
– Pani Aniu, w terapii chodzi o dialog. To rozmowa leczy. Ja muszę poznać pani świat wewnętrzny – powtarzał wielokrotnie, do znudzenia.
– Ale co ja mam zrobić, skoro nie umiem rozmawiać? – denerwowałam się.
– Potrafi pani. Musi pani próbować.
I w końcu zaczęło się udawać. Dziś już mówiłam w miarę swobodnie. Rozmowa wywoływała skojarzenia, o których mogłam opowiadać. Czułam się swobodnie, mimo że rozmawiałam o trudnych sprawach.
Jestem pełna nadziei na wyleczenie!

224 – ludzkości, przepadnij siło nieczysta!

– Gdybyś stanęła twarzą w twarz z Hitlerem, zabiłabyś go?
– Nie! Nie potrafiłabym.
– Dlaczego?
– Nie umiałabym żyć ze świadomością, że kogoś zabiłam.
– Ale to Hitler! A ile osób on zabił?
– Mimo wszystko. Jeśli mogłabym się cofnąć w czasie, przyjęłabym go na ASP. Może teraz mówilibyśmy o nim, jak o genialnym malarzu, a nie zbrodniarzu.

Ale tak poza tym nienawidzę ludzi.
Teraz idę spać. A kiedy się obudzę, niech zniknie ludzki gatunek. Truje, niszczy środowisko i siebie.
Choć nie byłabym w stanie nikogo skrzywdzić, nienawidzę ludzkości. Z wzajemnością.

Nienawidzę ludzkości, choć kocham i tonę w empatii do człowieka. Rozumiecie?

223 – objawy borderline: tłumiona agresja

– Siedzimy sobie z Mrówkiem, rozmawiamy. Jest miło. Nagle ja milknę i zaczyna mi przeszkadzać, że on mówi. Myślę sobie „zamknij się kurwa! Mam cię dość!”. Nie rozumiem tego.
– Nie rozumie panu tego mechanizmu?
Przytaknęłam głową.
– To wyraz pani złości.
– Ale przecież nic się nie dzieje. Rozmawiamy, jestem ożywiona. I tak nagle, bez powodu.
– Pani Aniu, jak już wiele razy o tym rozmawialiśmy, jest w pani bardzo wiele złości i agresji. Ta sytuacja ma związek z tłumionymi emocjami w dzieciństwie.
– No ja wiem, że jest we mnie dużo złości, ale… przecież nie ma żadnego powodu w takiej sytuacji…
– Bo nie musi być obiektywnego powodu. Jest w pani tak dużo tych tłumionych, negatywnych emocji, że często dochodzą do głosu w nieadekwatnych sytuacjach.
– Wtedy często zaczyna się kłótnia. Mrówek widzi, że się zamknęłam w sobie i siedzę, jakbym była obrażona:

– Co ci jest?
– Nic.
– No co ci jest?
– Nic!
– No przecież widzę.
– Daj mi spokój! Odpierdol się! – i wychodzę z pokoju trzaskając drzwiami, z poczuciem pokrzywdzenia, bo czuję się niezrozumiana.

– No właśnie. To jest potwierdzenie tego, co mówię.

222 – ambasadorka akcji „Słowa na granicy zmian”

Słuchajcie!
Zostałam ambasadorką wspaniałej akcji „Słowa na granicy zmian”. Realizuje ją Cieszyńskie Stowarzyszenie Ochrony Zdrowia Psychicznego.
Jej założeniem jest edukacja młodzieży licealnej w kwestii odpowiedzialności za słowa. Uświadomienie, jak krzywdzące bywają krytyczne słowa wobec osób z zaburzeniami i chorobami psychicznymi.

Udostępniajcie, lajkujcie fanpage akcji, poprzyjcie tę piękną inicjatywę!

https://www.facebook.com/slowanagranicyzmian/

Przeczytaj moje przesłanie: czytaj

Liczę na Wasze zaangażowanie!

221 – objawy borderline: racjonalna niestabilność

Na to, że pograniczne zaburzenie osobowości charakteryzuje się niestabilnością emocjonalną, wskazuje już sama nazwa – osobowość chwiejna emocjonalnie. Boleśnie odczuwają to zarówno zaburzeni, jak i ich bliscy. To z jej powodu skazana byłam na neuroleptyk (mój organizm nie toleruje typowych stabilizatorów). Odstawiłam go blisko rok temu. Chwiejność powoli zaczęła wracać. Wystarczy jeden gest, jedno słowo lub myśl, by z euforii wpaść w myśli samobójcze. Emocje. To one dyktują mi, jak odbierać świat, jak interpretować fakty.
Ostatnio jednak zauważyłam, że niestabilność przybrała nową formę – racjonalną. Chwiejność odbywa się na poziomie myśli, bez dopuszczania do głosu emocji. Terapeuta zapewne powie, że w skutek trudnych emocji, odcięłam się od nich. Być może. Jednak, paradoksalnie, łatwiej znieść zmieniające się co chwilę uczucia niż myśli. Dwa lata terapii nauczyły mnie, że to objaw chorobowy, a nie moja tożsamość. Jednak zmieniające się co chwilę myśli (odcięte od emocji) to pewnego rodzaju nowość. I znów – na nowo trzeba będzie zaakceptować, że to nie prawdziwa ja. Że myśli samobójcze i autoagresywne wynikające z zimnej kalkulacji to objaw… Bla. Bla. Bla.

220 – senny terapeuta

Z tego co pamiętam, terapeuta wcześniej śnił mi się tylko raz. A może wcale?
W ciągu ostatnich dni, dwa razy nawiedził mnie w snach.
Za pierwszym razem, wynajmował pokój w moim mieszkaniu. Pamiętam tylko tyle, że siedział przed laptopem, a chwilę potem gdzieś wyszedł. Zadzwoniła jego komórka. Po chwili wrócił.
– Kto dzwonił?
– Nie wiem.
– I nie zajrzała pani do mojego telefonu?
– Oczywiście, że nie! – oburzyłam się.
Potem siedzieliśmy wieczorem przy stole. Były tam jakieś dwie moje koleżanki. Zaczął sesję. Powiedziałam ze trzy zdania, po czym zeszliśmy na jakiś bardzo osobisty temat.
– Wejdźcie – powiedziałam stanowczo do dziewczyn.
W tym momencie się obudziłam.

Wczoraj przyśniło mi się, że zakolegowałam się z jego córką. Choć terapeuta jest po trzydziestce, miał córkę niewiele młodszą ode mnie. Chciała, żebym pojechała z nią na jakiś obóz. W tym celu miałam do niej zadzwonić. Jakież było moje zdziwienie, gdy telefon odebrał pan M.
– No nie wierzę… Co ja pani mówiłem o kontaktowaniu się między sesjami? – był wyraźnie poirytowany.
– Ale ja dzwoniłam do pana córki!
– Nie życzę sobie takich kontaktów! Proszę ją zostawić w spokoju.
Znów się obudziłam.

Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Kilka lat temu, po takim śnie, przerwałabym terapię. Czułabym się oszukana, zdradzona, zawstydzona. I wcale nie obchodziłoby mnie, że to był tylko sen. Przeniosłabym emocje na realne życie. I więcej nie chciałabym mu się pokazać na oczy.
A dziś? Uśmiechnęłam się tylko. I czekam na wtorkową sesję.