241 – terapia borderline: stary potwór mocno śpi…

– Rozmawia pani, po czym nagle zastyga.
– …
– Gdybym pani nie znał, nie wiedziałbym o co chodzi.
– …
– Zastanawiałbym się, czy się pani obraziła i o co.
– …
– Wygląda to tak, jakby miała mnie pani gdzieś. Jakby nie była pani zainteresowana kontaktem.
– …
– Gdyby mi zależało, żeby mnie pani lubiła, byłoby mi przykro.
– …
– Chyba nie chce pani, żeby było mi przykro?
– …

Mój wzrok, jak zwykle, wbity w róg gabinetu. Obserwacja wielkiego, włochatego, nieistniejącego pająka.
Terapeuta pochylając się w moją stronę, wsparł łokcie na kolanach. Zrobił tak po raz pierwszy. Zazwyczaj siedzi wygodnie i swobodnie. Wpatrywał się intensywnie w moją twarz, zadając kolejne pytania. A może w oczy? Musiał zobaczyć w nich bezkresną otchłań pustki. Ciało tam było. Gibało się, jak zwykle, na bujanym fotelu. Ale mnie – nie. Nastąpiło obronne unicestwienie, rozpad tożsamości. Nie mogłam, nie chciałam, by wyciągnął ze mnie to, co próbował.

Terapeuto, stąpasz po cienkim lodzie. Uważaj! Bo zaczynasz budzić bezdusznego potwora, ziejącego przerażeniem i spustoszeniem… gdy się zbudzi, będzie siał śmierć.

595 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.