247 – terapia borderline: przełom

To było tak piekielnie trudne…
Wyszłam z domu wcześniej niż zwykle. Siadlam na ławce pod blokiem, w którym mieści się gabinet i paliłam fajkę za fajką. Przez silny lęk ciałem wstrząsały drgawki. Do tego stopnia, że chwilami miałam problem z trafieniem papierosem do ust.
Gdy wybiła godzina spotkania, powlekłam się do gabinetu.
Siadłam na fotelu i cała się trzęsłam. Nie pamiętam, żebym była kiedyś w takim stanie. Pot lał się ze mnie, jakbym właśnie wyszła spod prysznica. Tak bardzo chciałam zacząć mówić, ale nie potrafiłam.
– Denerwuje się pani?
Skinęłam głową.
Po chwili zaczęłam próbować rozmawiać. Wiedziałam, że muszę. Chciałam tego.
Mówiłam półsłówkami. Musiał o wszystko dopytywać.
Przyznałam, że po wtorkowej sesji bardzo się przestraszyłam.
– Czego?
– Poczułam, że się do pana zbliżam.
– Jak pani to rozumie?
– Bardziej się otwieram.
– To źle?
– Nie. Ale to dla mnie bardzo trudne.

Powiedział, że według niego sesja sprzed tygodnia była bardzo ważna. Dla mnie też.

– Mam do pana zaufanie. W domu mam panu tyle do powiedzenia. A kiedy tu przychodzę…
– Pani Aniu, z tym też sobie poradzimy. Przełamiemy to.

Wychodząc z gabinetu czułam się, jakby spadło ze mnie sto kilo. Zdobyłam się na szczerość mimo tak wielkiego trudu.

Jestem z siebie dumna.

Tak, jak prosiłam, mam w tym tygodniu trzy sesje. Jeszcze jutro i pojutrze. Mam nadzieję, że uda mi się pociągnąć ten przełom.

1903 Total Views 6 Views Today

15 komentarzy “247 – terapia borderline: przełom”

  1. Kamil W. napisał(a):

    brawo

  2. Ania napisał(a):

    Gratulacje ?!!

  3. Ania napisał(a):

    Ale jest ten jeden do przodu ! Ja tam Ci Aniu kibicuje, i cieszy mnie nawet ten jeden mały do przodu, a te 5 puszczam w niepamięć 🙂 wybacz moja ciekawość ale nie widze notatki z dzisiaj 🙁 a przyznaje ze sie wciagnelam

    • mrówka napisał(a):

      Za dużo emocji.
      Bardzo mało dziś mówiłam. Terapeuta próbował pomóc mi się przełamać, ale lęk był zbyt duży.
      Nie mam siły na to wszystko, chcę się poddać…

  4. Ania napisał(a):

    Poddać ? Rozumiem, ja mam, ze tak powiem „mniejsze” lub „lżejsze” problemy( teraz jestem cwana bo na lekach ?) ale juz tak daleko zaszłaś Aniu, ja bardzo w Ciebie wierze, jestes dla mnie troche jak autorytet (moze troche duże słowo) ale bardzo cenie i podnosi mnie na duchu jak walczysz

  5. Ania napisał(a):

    Dopiero sie zastanowiłam, czy moim wpisem nie wywarlam na Ciebie jakiejś presji? Mam nadzieje, ze nie. A to pytanie czemu wszystko musi byc tak trudne to sama sobie zadaje, plus moje ulubione „dlaczego ja?”

    • mrówka napisał(a):

      Nie wywarłaś presji. Chciałam jakoś zaznaczyć dzisiejszą sesję, tylko nie miałam siły.
      Pytanie o trudność, było retoryczne. Znam przecież odpowiedź znakomicie…

      • Ania napisał(a):

        To punkt dla Ciebie, ja nie doszłam jeszcze do tego dlaczego to wszystko jest takie trudne 🙂 ale w sumie masz większe doświadczenie 😉

  6. Bluesowa dziewczyna napisał(a):

    Miałam podobnie. Co prawda ja mam nieco inne problemy niż borderline, ale sam fakt zbliżania się i otwierania w kierunku terapeutów jest chyba podobny, bo o swoich cierpieniach musisz opowiedzieć… Też było to dla mnie trudne, choć wcześniej nie sądziłam, że tak się potoczy. Nie miałam problemów z mówieniem o sobie. Może dlatego, że nikt nie zahaczył jeszcze o tematy, gdzie bolało najbardziej? Jak już trze było o tym gadać to przychodziło mi to niby na zewnątrz łatwo, bo jak to, przecież ja nie dam rady, a w środku jednak coś pękało… Potem niby rozkminili, że miałam opory i wycofałam się na jakiś czas z terapii, bo było „za blisko”, bo się otwarłam. Pisałam o tym też u mnie na blogu… Być może, ale potrzeba czasu na to, żeby się oswoić z otwarciem się, jakkolwiek banalnie i dziwnie to nie brzmi. Tak… uczucie zrzuconego kamienia też znam 🙂
    Piękny wpis! Gratuluję takiej pracy i odwagi! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.