250 – terapia borderline: czas zaufać?

Krzywa akcja z Mrówkiem – w środku nocy ściągnął ciotkę i chcieli mnie wywieźć na wieś do niej. Wciskali Lorafen i wmawiali, że chcę się powiesić. Choć myśli samobójczych nie mam.

Przed dzisiejszą sesją wzięłam benzo. Zaczęłam mówić. Nagle pojawiły się łzy.
– Płacze pani?
Wzruszyłam ramionami.
– Nie mogę pani pomóc, jeśli nie będę wiedział o co chodzi, co pani myśli i przeżywa.
Zaczęłam więc mówić. Opowiedziałam to, czego nie potrafiłam wczoraj. Znów poczucie ulgi.
– Boję się, że relacja z panem stanie się dla mnie ważna.
– Już jest ważna.
– Niby… ale boję się, że gdy się do pana zbliżę, wszystko zniszczę.
– Spotykamy się tu po to, żeby nauczyć się przełamać ten schemat.
– Boję się, że będę niezrozumiana. Że powiem albo zrobię coś, za co się pan zdenerwuje na mnie.
– I co wtedy?
– Nie wiem – „opuści mnie pan, wyrzuci z terapii” – dodałam w myślach.
– Pani Aniu, nie ma innego sposobu. Musi mi pani zaufać, żeby mogła się pani przekonać, że z mojej strony nic pani nie grozi. Nie skrzywdzę pani, nie będę oceniał, krytykował. Chcę panią zrozumieć. A jeśli poczuje się pani przeze mnie atakowana, proszę mi na to zwrócić uwagę. Mogę to zrobić nieświadomie, a nie ma we mnie akceptacji na atakowanie pani. I proszę pamiętać, że emocje które przeżywa pani podczas sesji, mają związek z przeszłością. Teraz nic pani nie grozi. Jest pani tu ze mną bezpieczna.

O osiemnastej stary psychiatra – po rocznej(?) przerwie.

476 Total Views 1 Views Today

2 komentarzy “250 – terapia borderline: czas zaufać?”

  1. Kama napisał(a):

    Jak pięknie mówił do ciebie terapeuta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.