254 – terapia borderline: musi być gorzej, by mogło być lepiej?

Koszmarna noc. Po obudzeniu byłam bardziej zmęczona, niż się kładąc.
– Ten sen to wyraz kłębiących się w pani emocji.
Heh.

Sesja rozjebała mnie do reszty.
Do domu wracałam ścieżką za blokami, chcąc schować się przed wzrokiem przechodniów. Zupełnie olałam zakupy, które zawsze robię w drodze powrotnej – nie potrafiłam powstrzymać łez.
Przygniótł mnie ogromny wstyd, wyrzuty sumienia i poczucie winy, że po początkowym milczeniu, otworzyłam się. Jakbym robiła coś bardzo złego chodząc na terapię. Chciałam zapaść się pod ziemię, gdy musiałam odwracać twarz w jego stronę, by sięgnąć po chusteczkę.
– Wstyd, poczucie winy, to emocje z przeszłości. Terapia je pobudza, ale one nie mają związku z teraźniejszością.
Nie potrafię się pogodzić z tymi łzami w jego obecności. Wciąż słyszę swój łamiący się głos.
– Chcę tylko wrócić do domu i przespać cały dzień.
– Żeby obudzić się w takim nastroju jak wczoraj?
– Nie. Żeby nie myśleć o żyletce.
– Pojawiły się negatywne emocje i znów chce się pani za nie ukarać. Wchodzi pani w rolę swojego ojca. Powinna pani zrobić dla siebie coś dobrego, szczególnie dzisiaj. Zaktywizować się, by poczuć się lepiej.
– W dupie to mam.
– Ma pani w dupie, że cierpi?
– Cierpiąc, czuję się sobą.
– Bardziej naturalna była pani wczoraj, gdy była pani chętna do nawiązywania kontaktu, pełna energii.
Po jego słowach przypomniał mi się wczorajszy wpis. O chęci bycia znów taką, jaką byłam za dzieciaka. Nie powiedziałam o tym. Nie potrafiłam dostrzec w tym sensu.

Nie chcę tam wracać w poniedziałek…

375 Total Views 4 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.