258 – terapia borderline: gdy nie mówisz o problemie, on znika

Gdy tylko weszłam do gabinetu, od razu zauważył, że coś jest nie tak.
Burknięte pod nosem:
– Dobry…
Bez, nawet przelotnego, spojrzenia na niego. Włosy jeszcze bardziej na twarzy niż zazwyczaj. Skamieniałam na fotelu i patrzyłam na swoje ręce, zakrywające brzuch.

Tak bardzo nie chciałam wchodzić w kontakt z terapeutą, że nawet potwierdzenia wyrażałam poprzez zaprzeczenie.
– Denerwuje się pani?
Wzruszenie ramionami.
– Nie miała pani dziś ochoty tu przychodzić, prawda?
Potwierdzenie przez zaprzeczenie głową.
Co jakiś czas zadawał kolejne pytania. Tylko na jedno odpowiedziałam słownie.
– O czym pani myśli?
– O niczym.
Więcej się nie odezwałam.
– Wczoraj na koniec sesji powiedziała pani coś bardzo ważnego.
Cisza.
– Nie odezwie się pani dziś do mnie?
Wzruszenie ramionami.
– Nie chce pani tu być?
Potwierdzenie przez zaprzeczenie głową.
– Dlaczego?
Kolejne pytanie pozostawione bez odpowiedzi.
– Wczoraj znów pojawiły się myśli o zrezygnowaniu z terapii?
Milczenie. Na to jedno pytanie chciałam odpowiedzieć:
– Nie.
I dodać, że obawiam się jego rezygnacji z pracy ze mną.
Ale ciało odmówiło współpracy.

Siedziałam tam nieruchomo, nawet nie bujając się na fotelu, jak to zwykle robię. Jakiś włos łaskotał mnie w nos. Nie byłam w stanie podnieść ręki, by go odgarnąć.
Znów zapadłam się w nicość. Chcąc tylko stamtąd uciec.

Pieprzony, przewidywalny border ze mnie. Z życiową zasadą: gdy nie mówisz o problemie, on znika.

W drodze do domu zaczepił mnie patrol. Wychodzili z jakiejś klatki. Wielce empatyczna policjantka zaszła mi drogę i rzuciła:
– Coś się stało?
– Zostawcie mnie w spokoju…
Burknęłam pod nosem i chciałam ją obejść. Kątem oka widziałam, jak popatrzyła na partnera i wzruszyła ramionami. Zeszła mi z drogi i poszli w swoją stronę.

412 Total Views 1 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.