268 – jagody, perseidy i kosmici

Wczoraj poszliśmy z Mrówkiem na jagody. Ja zbierałam, on kontemplował przyrodę i robił zdjęcia.
– Długo jeszcze?
– Chwila.
– Już minęło dużo chwil.
– No jeszcze chwilka, no – denerwowałam się.
– I bez jagód mi nie wracajcie! – śmiała się mama, gdy wychodziliśmy z domu. Chciałam uzbierać chociaż litr.
– Będzie na jagodzianki i pierogi – powtarzałam mu co chwilę, gdy mnie pospieszał.

W nocy obserwowaliśmy deszcz meteorów. Było zimno, ale chcieliśmy zapłacić tę cenę. Taki widok działa na wyobraźnię.

Mój umysł potrafi nawet takie miłe chwile zamienić w koszmary. Męczyły mnie całą noc. Zrywałam się co chwilę, zlana potem i nie mogąc złapać oddechu. Kosmici zasypywali Ziemię gradem meteorów, zabijając wszystkich, na których mi zależało.

Kolejna noc, która zmęczyła bardziej, niż pół dnia na rowerze i trzygodzinne zbieranie jagód.

Mówiąc do rodziców czy cioci, uśmiecham się, żywo opowiadam. I nie, nie odbieram tego jako udawanie. Wystarczy jednak, że się odwrócę lub zostanę na chwilę sama, a oczy robią się wilgotne. I w myślach tylko śmierć.

Idąc za radą terapeuty, postanowiłam spisywać koszmary i wykorzystać je w książce. Co chwilę jednak długopis zawisa nad kartką, w geście wyrażającym bezsensowność tej decyzji.

Znów powtarzam swoje motto:
Nie mam siły żyć. Naprawdę, nie mam siły…

318 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.