285 – smutku!

Przecież to nie tak, że dążę do smutku. To nie tak, że uciekam od szczęścia. Przecież go pragnę, a tego pierwszego nie znoszę.
Nie znoszę? Czyżby?
To w smutku słowa nabierają znaczeń. W smutku obrazy ożywają i ubierają się w trójwymiar.
Ucieczka od niego. I oglądanie się za nim. Czy nadąża? Czy się nie zgubił?
Może tak musi być.
Może łzy muszą podlewać oczy, by te nie wyschły. Nie straciły umiejętności patrzenia. I widzenia więcej. Widzenia przez, widzenia ponad, widzenia pomimo.
– Czuje pani smutek?
Smutek? Nie wiem. Dyskomfort życia. Czy może raczej świadomości życia.
Bez niego chyba już nie umiem.
To on nadaje znaczeń. Wszystkim i wszystkiemu.
Karmi kreatywność. Podsyca twórczą płodność. Pielęgnuje wrażliwość.
Wyrzec się go? W imię szczęścia? Szczęśliwym można bywać. Nie przeczę, że to kusi.
Smutek. Smutek organiczny, jak zwykłam mawiać, powtarzając po modernistach.

Czy ten smutek rzeczywiście jest zły? Chory może bardziej.

3:20
Sen nie chce przyjść. Zdrajca, zawsze oszukuje. Za to smutek… smutek wziął mnie w ramiona. I mocno do siebie przytulił.

261 Total Views 1 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.