290 – bezsenne im bliżej, tym dalej

Wróciły problemy ze snem. Zasypiam normalnie, ale niezależnie od tego, czy położę się o 23:00, czy o 3:00, punkt 5:00 budzi mnie kaszel. Zastanawiam się, czy to psychosomatyka. Leżę do 7:00 lub 9:00 w łóżku, łudząc się, że jeszcze zasnę. Wstaję, wypijam kawę albo dwie i dosypiam jeszcze z godzinę na siedząco. Ta… nie ma to jak higiena snu.

Zostało mi do napisania sześć rozdziałów „Autoterapii”. Jak zwykle – im bliżej końca, tym gorzej się pisze, trudniej się skupić, pomysłów brakuje. I rozgrzebuję tak każdą sesję po kolei, pisząc jedną, dwie strony i przerzucając się na inny rozdział, bo:
– Z tamtym pójdzie mi lepiej, mam pomysł!
Ale gdy tylko przewinę dokument do pożądanej sesji, wszystko ucieka. A sens pisania tej książki jakoś się rozmywa. Cóż. Znam przecież te mechanizmy. I walczę z nimi z całych sił.

Obiecałam sobie: „Autoterapia” to na jakiś czas ostatnia książka autobiograficzna. Koniec z psychicznymi wiwisekcjami i babraniem się w objawach borderline. Czas na beletrystykę! I szczerą odpowiedź na pytanie, czy rzeczywiście mam szansę na aspirowanie do miana pisarki.

259 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.