292 – terapia borderline: powiało nadzieją

– Powiało nadzieją – uśmiechnął się terapeuta, gdy przyznałam, że coraz częściej przestaję się identyfikować z chorymi mechanizmami. – Bo wie pani, kiedy ja mówię, że coś jest chore, a pani mi odpowiada, że taka jest, to nie ma tu miejsca na zmianę. Ja nie jestem bioenergoterapeutą ani innym cudotwórcą.
Tak, ma rację. Ale sama racjonalna wiedza nie wystarcza. Choć tylko w skrajnych przypadkach ją odrzucam i w mniej natężonych stanach emocjonalnych przyjmuję ją do wiadomości, odczucia co do traktowania objawów jako części tożsamości nie chcą tak łatwo odpuścić. Wiem, że dążenie do autodestrukcji to choroba, ale czuję, że to kwintesencja mnie.
Skoro po półtora roku przyjęłam tę wiedzę, może za jakiś czas i emocjonalnie się z tym pogodzę?

483 Total Views 2 Views Today

7 komentarzy “292 – terapia borderline: powiało nadzieją”

  1. yellowish napisał(a):

    Skoro Ty terapeucie odpowiadasz, że „taka jesteś”, to albo nie do końca zgadzasz się z tym, co on mówi, albo Twoje emocje zakłócają Twoje logiczne myślenie. Bo sama twierdzisz, że wiesz o tym, że to chore mechanizmy.
    Ja kiedyś broniłem sam „siebie”, nie zdając sobie z tego sprawy, że broniłem zaburzeń, nie pozwalając w sumie na poprawę. W stylu „bo jeśli stracę siebie, to co mi pozostanie”, jest nawet taka piosenka o tym 😉
    Pozdrawiam 🙂

  2. Hekate napisał(a):

    Kupiłam wczoraj Twoja książkę. Pomaga. Mimo, że płaczę jak ją czytam, bo czuję się, jakbym czytała swój pamiętnik. Ale motywuje do dalszej walki o normalne życie.
    Jestem dopiero na początku drogi. Po ponad 10 latach wegetacji, bo życiem nie można tego nazwać, zdecydowałam się na terapię. Żałuję tylko, że nie zdecydowałam się na to wcześniej, bo może teraz moje życie wyglądałoby inaczej.
    Serdecznie pozdrawiam i życzę siły w walce z tym gównem , jakim jest BDP.

    • mrówka napisał(a):

      Ciesze się, że w jakimś sensie książka jest pomocna 🙂
      Ja również długo zwlekałam z leczeniem, ale nie żałuję, że podjęłam taką decyzję.
      Powodzenia i wytrwałości w tej niełatwej drodze!

      • Hekate napisał(a):

        Ja dzisiaj jestem na etapie ‚po co mi to, skoro i tak nie pomoże?’. Denerwują mnie leki, ludzie, nawet za głośno/za cicho padający deszcz. Leżę w łóżku, kończę wino, palę fajki i czytam Twój psychiatryk. Zabrzmi to do dupy, ale pocieszający jest fakt, że jest na tym świecie ktoś jeszcze, kto ma tak samo popierdolone życie.
        Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.