303 – pod koniec i agresja

Codziennie piszę, dokładam cegiełki – nieduże, ale regularnie. Do napisania został ostatni rozdział „Autoterapii”. Kilka stron i zakończę kolejną książkę.

Wczoraj coś pisałam o agresji. Noc w śnie zwróciła syf. Koszmary. Jeden za drugim, każdy kończąc nagłym wybudzeniem dusznosciami i oblaniem gorącym potem.

Byłam w ubikacji, gdy jakiś facet z babką otworzyli z rozmachem drzwi. Nie wiem, kto to, ale we śnie ich znałam.
– Wezwaliśmy w nocy lekarza do ciebie! Myśleliśmy, że zapadłaś w śpiączkę! Nie dało się ciebie obudzić!
Z wkuwrem wybiegłam z kibla wprost do ogromnego salonu. Na kanapie siedział mój terapeuta, coś jedząc i pijąc. Nie odzywał się. Obserwował.
Kłóciłam się z każdym z rodziny po kolei. Bluzgałam, dochodziło do rękoczynów.
Matka nagrywała wszystko kamerką na laptopie.
– Nie wstyd pani, że będzie pani miała taki filmik w Ulubionych? – odezwał się nagle terapeuta.
– Nie chcę tego w Ulubionych! Nie chcę, żeby ktoś to widział. Wolałabym wysłać to do psychiatryka.
– Lepiej od razu na salę operacyjną. Żeby była podstawa do przeprowadzenia lobotomii – rzekł terapeuta patrząc na mnie z satysfakcją.
Ciotka wzięła mnie na bok.
– Za każdą minutę pobytu twojego terapeuty tutaj płacę dwa złote, a siedzi tu już cały dzień! Nie chcesz z nim porozmawiać, puścisz mnie z torbami!
Akcja się przeniosła.
Nie potrafiłam powstrzymać agresji. Kłóciłam się z nieżyjącą babcią. Wzięła paczkę moich tabletek na uspokojenie i wyrzuciła je do kosza. Wyjęłam je i rzuciłam się na nią z pięściami. Okładałam ją, tylko przez sekundę zastanawiając się, czy jej to nie zaszkodzi, biorąc pod uwagę fakt, że całe jej wnętrzności zaatakowane są przez nowotwór złośliwy. Mama próbowała mnie powstrzymać – i jej się dostało. Wszędzie krew, jęki i stęki.
Znów zerwałam się z łóżka, cała mokra, ledwie łapiąca oddech.

Skąd we mnie tyle złości i agresji… No skąd?

218 Total Views 4 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.