307 – smuteczek

Zalewa mnie tsunami smutku. Codziennie, od nowa. Subiektywnie mam wrażenie, że trwa to od miesięcy. W rzeczywistości znacznie krócej. Tendencje do zapominania innych stanów emocjonalnych wiecznie żywe.
Mam ochotę wyrzucić z siebie cały ten syf. Napisać, że chce mi się… ale nie, nie napiszę tego. Nie będę dawać satysfakcji chorej części mnie. Nie mam zamiaru patrzeć na te słowa, czytać ich.
Tak, wiem, Panie M. – mam wpływ na zachowanie, choć na sam smutek nie.
Dlatego byłam cały dzień aktywna. Czy to coś dało? Cóż…
Pierwsze poprawki w „Autoterapii” naniesione. Na pisanie czegoś nowego sił brak.
Ehh, szkoda gadać.

254 Total Views 1 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.