312 – uratuj!

Ktoś nałożył filtr na rzeczywistość. Derealizacyjny świat wokół. Chciałby się wedrzeć do wnętrza, ale próżne to wysiłki.
Deszcz jesiennych liści hipnotyzuje swym tańcem. Tańcz! Tańcz! Jak najdłużej! Tym tańcem żegnającym życie. Jeszcze chwila, ostatni piruet na wietrze. Jak myśl opadł jeden z drugim, rozpoczynając swą przygodę gnilną. Wszędzie śmierć.
Lęk. To lęk – wiem, wiem. Napina nerwy, rozwiewa myśli, rzeczywistość mąci, jak kijem przy brzegu, gdy na dnie warstwa mułu spoczywa.
Zwariowany wariat powstał z mózgu, w rzeczach codziennych, zwyczajnych, nie rozpoznając ich zastosowania. Dziwność. Dziwność nad dziwnościami. Ta fajka, która się spala. Pali. Żar czerwonością kusi. Ulatuje i rozpływa się jak dym – świadomość.
Jestem? Czy byłam? Czy kiedyś powrócę? Na te łąki wiosenne. W te lasy roześmiane, bawiące się promieniami słońca – są, nie ma, są, nie ma, są.
Wdech. Wydech. Wdech. Byle nie zapomnieć, jak się oddycha. Śmierci się nie chce, a wiecznego życia.
Kap. Kap. Kap. Kapią jesienne liście za oknem. A wraz z nimi moja rzeczywistość. Realność. Poczucie bycia. I życie.

Uratuj…

216 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.