318 – czytadełko

Zawsze lubiłam czytać. Pochłaniałam książki jedną za drugą. Do czasu.
Kiedy zaczęłam brać Rispolept, koncentracja spadła. „Czytałam” po pół godziny jedną stronę, nic nie rozumiejąc.
Potem się przełamałam cyklem o Hannibalu. Nie mogłam się oderwać.
Na wszelkie okazje chciałam dostawać książki. Moją biblioteczkę zasilały kolejne pozycje o psychologii i psychoterapii. Nie potrafiłam jednak przeczytać do końca żadnej z nich. Nic nie rozumiałam.
Kiedy od Mrówka dostałam pierwszy tom cyklu „Pieśń lodu i ognia” znów czytałam w każdej wolnej chwili.

Wczoraj przyszła pierwsza z dwóch kupionych książek za sprawne udzielenie wywiadu – „Zaburzenie osobowości z pogranicza. Terapia poznawczo-behawioralna”. Ta, licząca 559 stron, kniga, zmobilizowała mnie do uprzedniego dokończenia „Terapii prowokatywnej”, która próbowałam czytać już w psychiatryku – oczywiście bezskutecznie.

Znów się rozczytałam! Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo mi tego brakuje. A że często nie mogę się skupić? Mózg trzeba trenować. Na powrót nauczyć koncentracji na tekście. W końcu… Nie samym pisaniem człowiek żyje!

248 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.