325 – z cholernego pogranicza

Obiecywałam sobie i co? Znów wracam tu, żeby jojczyć i narzekać. Ehh, te stare nawyki. Cholerne objawy borderline, pieprzone pograniczne zaburzenie osobowości.

Wczoraj pół dnia wysyłałam kolejne kilkadziesiąt maili z propozycją sponsoringu wydania papierowego „Młodego boga…” w zamian za kolorową reklamę w książce, którą Wydawnictwo obiecało sfinansować. Z każdym kolejnym kliknięciem „Wyślij” opadałam z sił. Bezsens owijał mnie, jak miękki koc – obiecując spokój, ciepło i ciemność.
Znów te myśli. Najchorsze z chorych. Pragnienia ucieczek – przed sobą, myślami, życiem.
Po raz kolejny zapragnęłam świata zza krat. Tego bezpieczeństwa, które dawała nieustanna kontrola. Siedzenia w śluzie, rozmów z psychiatrą i psycholog, nawet palarni z odpadającymi płatami farby.
Znów chcę uciekać, zamiast stawiać czoła. Iść na łatwiznę unikając trudnych emocji.
Usiąść skulona w kłębek, płacząc i prosząc:
– Zamknijcie mnie, proszę. Zamknijcie!

304 Total Views 2 Views Today

2 komentarzy “325 – z cholernego pogranicza”

  1. woodkid napisał(a):

    ja natomiast z wielkich życiowych nadziei na lepszą przyszłość spadłam do porażającego mnie strachu i myśli, że znowu się okłamuje i przecież nadziei dla mnie nie ma.
    niby stan znany i częsty, ale za każdym razem i tak krzyczę tak samo wewnątrz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.