328 – iskierkę nadziei zgasić, fajki nie odpalać

Zwiększyłam dawki Tisercinu do całych tabletek – jedna rano, druga na noc. Nijak nie wpływa to na agresję, która próbuje ze mnie wykipieć. Gdy coś jest nie tak, stoję cała zesztywniała, trzęsę się, palce wyginają się, jak w zaawansowanym reumatyzmie, bluzgam i chcę wybuchnąć – eksplodować, pokrywając strzępkami ciała wszystko dookoła. A poza tym problemy z utrzymaniem równowagi – czasem myli mi się pion z poziomem i na odwrót.

Mrówek wymyślił rzucanie palenia – po raz kolejny, trudno nawet policzyć – który. Wczoraj osiem fajek własnopłucnie wypalonych, cóż. Postęp, jak ta lala, biorąc pod uwagę dawkę dzienną-normalną na poziomie 30 sztuk.

Właściwie chciałabym się poddać. We wszystkim i przed wszystkimi. Ale trzyma mnie w kupie ta maleńka iskierka nadziei, która zapłonęła po odczytaniu pewnego e-maila. Choć – tak, wiem. Będzie zapewne, jak zwykle: „Przepraszam, ale… Niestety. Nie tym razem. Nie w tym miejscu i czasie. Rozmyśliłam się. Wycofuję się. Nic z tego nie będzie.”

Jak żyć? Jak żyć, będąc tobą, pani Mrówczyńska?

258 Total Views 1 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.