329 – terapia w nurcie fizycznej bliskości

Koszmarna noc. Sen przyszedł po 3:00, a i tak co chwilę budziłam się całkowicie zlana potem. Po wstaniu, koszulkę można było wykręcać, a włosy wyglądały jak po wyjściu z kąpieli.
Jednak mimo ogromnych lęków, niepokojów i bólu psychicznego przeżywanego przez sen, tę noc mogę określić tylko jednym słowem: OCZYSZCZENIE.
Motyw podstawowy: terapia.

Ostatnio na sesji opowiadałam terapeucie o poszukiwaniach sponsora na wydanie.
– Gdybym to ja się zareklamował w pani książkach, pewnie tłumy pani czytelników waliłyby do mnie drzwiami i oknami – żartował.
Mózg nie omieszkał tego wykorzystać – oczywiście przeciw mnie.

Chodziłam do jakiegoś terapeuty prowadzącego sesje w dziwnym nurcie – opartym na bliskości fizycznej. W gabinecie siadaliśmy na kanapie, na dywanie. Dużo mnie przytulał. Czasem chciał, żebym kładła się na łóżku i zwijała w kłębek:
– Ułóż się w pozycji niedźwiedź w norze – mówił, kładąc się za mną i mocno przytulając. Mówił łagodnym głosem i zachęcał do wyzwolenia emocji.
Cały lęk, niepokój, ból, cierpienie – wychodziły ze mnie pod postacią ogromnych drgawek, trzęsłam się jak osika i nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. To były ogromnie bolesne doświadczenia, ale oczyszczały.
Był też psychiatra, inne terapeutki. Raz przyszedł ze mną Mrówek, a po drugiej stronie siedział terapeuta z dwiema koleżankami po fachu do pomocy. Uważali mnie za skrajnie trudną pacjentkę na skraju nieuleczalności. Głównym problemem było to, że nie potrafiłam się przełamać i mówić. Przemawiało jedynie moje ciało – uporczywym milczeniem, szybkim oddechem, zamieraniem, trzęsieniem się, łzami.

Oczywiście nie zabrakło dziwnych misji do wykonania, jak zaparkowanie auta tak, by żółtko jajka umieszczone w pojemniczku na dachu spadło wprost do miski stojącej na końcu miejsca parkingowego. Dziwnym trafem terapeuta siedział na miejscu pasażera i zauważył postać szantażysty odbity w trzymanej przez siebie skorupce jajka. WTF?!

Na swojej stronie internetowej, ów terapeuta opublikował informację, że leczę się u niego – tym samym zdradził moje miejsce zamieszkania. Mało tego – jedna z jego koleżanek zamieściła analizę moich książek wraz z moimi zdjęciami.
Następna scena nie mogła więc przynieść nic dobrego. Jakaś grupa hejterów ściągnęła te zdjęcia, znalazła zdjęcia Mrówka i porozwieszała nienawistne plakaty na mieście.

Najgorsze jednak miało dopiero nadejść.
Wiedząc, jak cisną mnie przymusy autoagresywne, terapeuta postanowił mnie uleczyć raz na zawsze. Gdy w prawej ręce trzymając skalpel mówiłam o tym, jak chce mi się ciąć, chwycił mnie mocno za lewą dłoń, a nie był to uścisk przyjacielski. Wyjął żyletkę i jednym, bardzo mocnym cięciem rozwalił mi nadgarstek. Okropny ból. Na tym jednak nie poprzestał. Zaczął robić drugą, bardzo głęboką sznytę. Tym razem jednak powoli. Przycisnął żyletkę z całej siły, zatopił ją w skórze, warstwie tłuszczu, następnie mięśniach i bardzo powoli ją przeciągał. Nie wydałam z siebie żadnego dźwięku, ale okropnie cierpiałam, trzęsąc się cała i z całej siły zaciskając skalpel w prawej ręce.
– Wiem, że to brutalne, ale chcę żeby pani zapamiętała ten ból – rzucił, zatrzymując na chwilę ostrze, i kręcąc nim w głębokiej ranie, by spowodować jeszcze większe cierpienie. – Chce pani, żebym przestał?
Przytaknęłam głową, nie potrafiąc wydusić z siebie słowa.
– Chcę to usłyszeć.
Przez zaciśnięte zęby syknęłam:
– Chcę.
– Dokończę tę sznytę tylko pod warunkiem, że wypuści pani ten skalpel i nigdy więcej nie weźmie do ręki żadnego ostrza. Proszę się skupić na tym bólu. Widzę, jak bardzo pani pragnie, by się już skończył.
Otworzyłam prawą dłoń, skalpel bezszelestnie spadł na dywan w kałużę mojej krwi. Terapeuta szybkim ruchem dokończył dzieła.
– Proszę pamiętać, nigdy więcej. Inaczej będziemy powtarzać te zabiegi.
Złapałam się za rozwalony nadgarstek. Jedyne, o czym mogłam myśleć i jedyne, co czułam, to ten piekielnie silny ból.
– No, już dobrze – przytulił mnie z wielką czułością.

Były też lasy, wędrowanie wzdłuż torów kolejowych, chińska plantacja ponad dwumetrowych pomidorów o owocach wielkości dyń i inne tego typu „atrakcje”.

Na 11:45, jak zwykle, sesja. Tym razem u prawdziwego terapeuty.

277 Total Views 1 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.