330 – terapia borderline: otworzyć sie, bardziej

Gdy usiadłam w gabinecie, dalej się trzęsłam po dzisiejszych snach.
– Miałam koszmarną noc. Do tej pory nie mogę się uspokoić – zaczęłam drżącym głosem.
– Ciekawe, co pani tak przeżywa. Ma pani jakiś pomysł?
– Nie.
Całą drogę na sesję układałam sobie w głowie to, co napisałam dziś rano. Chciałam się tym podzielić. Przeczuwam, że ten wyimaginowany terapeuta symbolizował prawdziwego. Nie potrafiłam jednak na ten temat powiedzieć ani słowa.
– Jest we mnie ogromny niepokój.
– A czym jest on spowodowany?
– Nie wiem.
– Pani Aniu, mam wrażenie, że ma pani jakieś wyobrażenie oczekiwań w stosunku do pani. Do tego, co mówić. Wydaje się pani, że powinna pani mówić o czymś konkretnym, o sprawach dla mnie istotnych – jak cięcie, wieszanie, myśli samobójcze. Ale ile można o tym mówić? To tak, jakby czytała pani w kółko ulotkę, na której jest kilka zdań. To nie wnosi nic nowego. Tydzień temu mówiła pani, że chce się pani ciąć.
– I dalej mi się chce…
– No tak, ale z niczym tego pani nie wiąże. Wypowiada pani takie zdanie i milczy. To nie pomaga rozładować napięcia, myśli pani o tym, nakręca się i w efekcie ten przymus jest jeszcze silniejszy.

Rozgadałam się. Na różne tematy.
– Jestem spokojniejsza – przyznałam na koniec sesji. Mówieniem rozładowałam część napięcia.
Ale godzinę później znów przypomniał mi się ten sen. Przymus znów bardzo ciśnie. Niemal czuję ból tych głębokich ran.
Myśli krążą wokół… przecież wiadomo czego.

Jestem bardzo zła na siebie, że nie podzieliłam się z nim tym snem. Wstyd i lęk znów uniemożliwiły całkowitą szczerość. A przecież… ufam mu. Naprawdę mu ufam.

235 Total Views 1 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.