363 – postanowienia

2017 będzie dobrym rokiem. Zadbam o to.

Wydam „Autoterapię” i „Terapię u Doktorka”, a przynajmniej jedna część „Młodego boga…” wyjdzie na papierze.

Skończę pisać „Majkę”, wrócę do prac nad trzecią częścią „Młodego boga…”, ruszę do przodu z s-f i „Tajemnicą rękopisu”.

Więcej wysiłku włożę w leczenie.

2017 będzie pierwszym, od 2002, rokiem, w którym się nie okaleczę ani w żaden inny sposób nie podniosę na siebie ręki.

I tak mi dopomóż moja słaba silna wolo.

Podziel się!

360 – umieram?

Mówi się, że to faceci umierają na przeziębienie i katar. Cóż, w tej kwestii chyba przeważa u mnie pierwiastek męski.
Mrówek ma ochotę wystawić mnie na balkon. Co dziesięć minut oznajmuję, jaka to nie jestem chora i jak źle się czuję. Kaszel chce rozpruć mi płuca, duszności udusić, a osłabienie położyć do trumny za życia. Jestem do niczego.
Chce mi się płakać, mam dość wszystkiego. Dodatkowo szarpią mną nerwy, bo od wczoraj nie jestem w stanie zapalić fajki – już pierwszy mach powoduje taki kaszel, że nie umiem złapać tchu.
Dobijcie mnie.

Podziel się!

359 – żyję

Jestem. Żyję. Nic nie odpierdalam.

Poprzedni tydzień spędziłam na przygotowaniach do świąt – zakupy, gotowanie, sprzątanie, bieganie po mieście za prezentami.
W Wigilię obudziłam się mocno przeziębiona. Choroba trzyma do tej pory. Jestem do niczego – osłabienie całkowite.
Na sesji nie byłam zbyt rozmowna. Pustka w głowie i zawieszenie.

Przyszła kolejna dobra wiadomość. A raczej wiadomość, która pretenduje do miana dobrej – czas pokaże.

Chciałabym znów wrócić do pisania po tej tygodniowej przerwie. A marzę tylko o tym, żeby wskoczyć do łóżka i spać.

Psychicznie w miarę, choć za rogiem czai się tendencja zniżkowa. Ale przecież się leczę, więc – trzeba walczyć!
Oj, coś mi się nie kleją słowa. Wybaczcie.

Podziel się!