342 – terapia borderline: wielka smuta

Psychiatra i terapeuta są jednomyślni:
– Potrzebuje pani wyzwań, nowych doświadczeń i kontaktów społecznych. Nie można czuć się dobrze, gdy stroni się od ludzi.
– Ale ja się boję, nie potrzebuję.
– Pani Aniu, ale to się nie zmieni, gdy nie będzie pani próbować. Jest dookoła tyle organizacji pozarządowych, fundacji, które zajmują się osobami chorymi, bezdomnymi, biednymi. Proszę się tam przejść, zobaczyć.
– Ale ja nie wiem, o czym miałabym mówić.
– Dla nich ważne jest, że ktoś poświęca im czas, daje coś od siebie i niekoniecznie chodzi o rzeczy materialne.
– Ale ja nie lubię kontaktów z ludźmi, źle się wśród nich czuję.
– Takie jest pani przekonanie, wyniesione z przeszłości. Teraz się pani leczy. Angażując się w kontakty społeczne i chodząc na terapię, może to pani zmienić. Oczywiście, że nie zawsze, nie wszędzie i nie z każdym będzie się pani dobrze czuła. Ale ma pani szansę znaleźć takie osoby, z którymi się to uda.

W dalszym ciągu mnie to nie przekonuje. Jeszcze gdybym była Anką Mrówczyńską, niosącą pomoc. Początkującą pisarką, lubiącą wyzwania, zbierającą doświadczenia do kolejnych książek. A tak?
Kim jest tożsamość z dowodu osobistego? Osobą po maturze, której nie udało się skończyć żadnych studiów, nie ma o czym opowiadać, bo całymi dniami siedzi w domu. Pracuje pisząc nudny kod i sama by się z tego nie utrzymała. Nie ma żadnych pasji ani marzeń. Chodzi w długim rękawie albo z chustką na ręce, żeby ukryć sznyty. I z czymś takim mam wyjść do ludzi?
Nie, nie, nie Panie M. To nie wyjdzie. Nie da rady.

174 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.