351 – terapia borderline: teleportacja z gabinetu

Nie zmrużyłam dziś oka. Położyliśmy się po 2:00, a o 6:00 wstałam. Nie mogłam już wytrzymać leżenia w łóżku i tysiąca myśli na sekundę.
Siedziałam tak do 11:30 w oczekiwaniu na terapię.
Uzbrojona w energetyka usiadłam w gabinecie. Nastrój znośny ukierunkowany zwyżkowo. Mówiłam, do czasu.
– A jak jest z seksem?
Wiedziałam. Wiedziałam, że do tego nawiąże. Po tym, co ostatnio powiedziałam…
– Bez zmian.
– A kiedy było ostatnie zbliżenie?
– Bo ja wiem… Z półtora roku temu?
I już zamknięcie się w sobie.
Po dłuższej chwili milczenia:
– O czym pani myśli?
– Nie wiem.
– Nie wie pani?
Oczywiście, że wiedziałam. O tym, że chcę stamtąd uciec. Że wszystko jest bez sensu. Nic nie da się zmienić. I w ogóle chcę tylko umrzeć.
– Z Mrówkiem też tak jest. Jak zaczyna rozmowę o seksie, zaraz tracę humor i mam myśli samobójcze.
– To dla pani trudny temat, prawda?
Ehh…

183 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.