352 – skąd ten nos na kwitnę?

Kiedyś byłam radosna. Kiedyś byłam energiczna. Kiedyś. Kiedyś optymistyczna.
Im starsza, tym bardziej zgorzkniała i, rzecz jasna, nos na kwintę. Bo? Kaptur na łeb, włosy na oczy – byle przemknąć. Byle pod ścianą, byle za blokiem, byle przez, ale obok życia.
Dziś wracaliśmy ze spaceru. Zimno, niby zimowe natarcie.
Przechodzimy przez przejście, patrzę – widzę dziadka w płaszczu z kapeluszem na głowie. Zakłada świąteczne oświetlenie na dom.
– Ohoho! Idą święta! – krzyknęłam.
– Średnio – Mrówek w swoich rozmyślaniach skomentował poziom śliskości jezdni.
A gospodarz? Myśląc zapewne, że komentarz dotyczy jego ozdób, ściągnął kapelusz i się przywitał.
Wybuchnęłam śmiechem kawałek dalej, ale śmiałam się dobre kilka minut.
Taki wesoły akcent. Niespodziewany, nagły.
A kiedyś?
Nos na kwitnę i śmierć we własnych myślach.

208 Total Views 4 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.