387 – na przekór!

– Zrób to – ktoś mnie poprosi.
Nie umiem. Nie potrafię. Nie dam rady. Nie poradzę sobie. Nie chce mi się. Bierna agresja wychodzi ze mnie, jak olej podczas pierwszego tłoczenia.
Ale spróbuj powiedzieć, że sobie z czymś nie poradzę. Ooo… Choćbym się skichać miała – zrobię to!
Od małego – wszystko na odwrót. Czy to w wersji: na złość mamie uszy sobie odmrożę. Czy też: mam marzenia i cokolwiek byście nie mówili, nie zawaham się ich spełnić. Zawsze na przekór.

Mając trzy latka poszłam z rodzicami do obuwniczego po sandały dla mnie. Spodobały mi się jedne, ale nie było mojego rozmiaru. Nie szkodzi! Mama pokazała mi inne:
– Nie! Ja chcę tamte!
– Ale tamte są za małe. Przymierz te.
Ledwie założyła mi pierwszego – płacz.
– Cisną! Boli! Ściągnij!
Co z tego, że były o rozmiar za duże? Ja już miałam swoje upatrzone. Nieważne, że stopa ledwie w nie wchodziła i całe palce wystawały poza buta. Te były w sam raz i nic nie cisnęło!

Podziel się!

386 – osiwienie

– Widzisz, mówiłem, że kiedyś przez ciebie osiwieję – stwierdził Mrówek oglądając w lustrze swoje pierwsze siwe włosy.
– No… A ja przez ciebie – dziś zauważyłam pierwszego siwulca u siebie.
– To nie przeze mnie. Przez samą siebie osiwiałaś.
Hehe, no może i tak!
Starość nie radość. Trójka z przodu coraz bliżej. Ojejejej, moja młodość wchodzi na ostatnią prostą. Całe szczęście, że emocjonalnie jestem dzieckiem. Piotruś Pan – do grobowej deski.

Podziel się!

385 – terapia borderline: cisza po burzy

– Czyli co, kolejna burza za nami – skomentował terapeuta.
– Chyba można tak powiedzieć…
Choć nie do końca jestem o tym przekonana.
Mówienie na sesji dalej stanowi problem.
– Te tendencje autodestrukcyjne tu w gabinecie objawiają się pani milczeniem. Jest pani obojętna na kontakt.
Wiem. W jednej chwili mówię, a w drugiej zupełnie się odcinam. Nie odpowiadam na pytania. Ignoruję wypowiedzi terapeuty. Znikam. Ciemno przed oczami. I nie ma mnie tam. Nie ma mnie w ogóle. Pustka.
– O czym pani myśli?
– Nie wiem…
– Jak to pani nie wie? Nie rozumiem.
– To tak, jakby… Jakbym to nie ja myślała.
– Ale przecież te myśli są pani.
– Wiem, po prostu… to jakieś dwu-trzy wyrazowe fragmenty, strzępki myśli. Wyrwane z kontekstu. Przepływają przeze mnie, jakby bez mojego udziału. A gdy próbuję sobie uświadomić, czego te myśli dotyczą, pojawia się pustka.
Nie potrafiłam podać mu przykładu. Teraz odzyskałam do tego dostęp.
„Dostałam maila. Pada śnieg. Niedługo wiosna. Słucham rapu. Wszystko jest bez sensu. Wróciłam do pisania książki. Chce mi się płakać. Miałam rzucić palenie. Znów, kurwa, milczę.”
No dobra. Rzeczywiście możnaby te myśli rozwinąć. Problem w tym, że nie wiem, jak.
Już poprzedni terapeuta zauważył:
– Mówi pani do mnie, jakby wysyłała smsy.
Krótki komunikat i nic do dodania.

Czasem mam siebie dość – frustracja.

Podziel się!

383 – dupny dzień

Co za z dupy dzień. Nigdy nie lubiłam niedziel, ale ta przeszła samą siebie.
Trochę ponad cztery godziny snu. Wstałam skoro świt, bo sen najwyraźniej się na mnie obraził.
Siadłam przed kompem i co? Ano właśnie nic. No, prawie. Poprawiłam zaczęty ostatnio rozdział „Majki”. Zmieniłam wydarzenia i nabrało to sensu. Jednak, gdy zaczęłam opisywać morderstwo ojca pewnego młodego redaktora, straciłam wenę, poczucie sensu, a i skupienie odeszło w niepamięć. Dobrą godzinę gapiłam się w monitor, nie wiedząc, co zrobić.
Potem było już tylko gorzej. Mdłości, zawroty głowy, osłabienie. Przez ostatnie psychiczne i emocjonalne jazdy oraz powrót do fluoksetyny, spóźnia mi się okres. Brzuch boli, emocje szaleją. Łzy pojawiają się znikąd. Ehh.
Popołudnie przespałam.
Myśli nie mają litości dla mojego postanowienia. Ściągają w dół i gnoją – emocjonalni wywrotowcy.

Podziel się!