377 – terapia borderline: wytrwałość w cierpieniu

– Ważne jest, aby pamiętała pani, że ten stan minie – skomentował terapeuta na ostatniej sesji.
– Tylko, że tym razem jakoś nie chce…
– Już wiele razy słyszałem to z pani ust.
Tak, wiem. Każdy kryzys sprawia, że „nigdy nie było dobrze” i „dobrze nigdy nie będzie”. Czarna rozpacz wypełnia każdy zakamarek, każąc zapomnieć, że to przejściowe.
Tym razem męczę się od blisko miesiąca. I nic nie zapowiada zmiany.
Coś we mnie krzyczy, żeby się poddać. Że ilość życiowego cierpienia przekroczyła próg wytrzymałości.
Zwinięcie w kulkę, poczucie pokrzywdzenia i pretensje do wszelkich bytów ożywionych i nieożywionych.
– Pamięta pani, jak rozmawialiśmy o pani tendencjach do sadyzmu?
Skinęłam głową.
– Ale teraz nie czuje się pani sprawcą, tylko ofiarą?
– Tak.
– Jest pani dla siebie, jak obojętny, nieczuły rodzic, który cierpiące dziecko zamyka w pokoju, w którym nic nie ma, żadnych zabawek. Jak to dziecko ma się uspokoić? Nie mieści mi się w głowie, jak można coś takiego wytrzymać. Gdybym ja tak cierpiał i siedział, patrząc w jeden punkt, nie robiąc nic, żeby poczuć się lepiej, nie wytrzymałbym. Nie miałbym w sobie tyle siły.
„Mam w tym siedemnastoletnie doświadczenie” – pomyślałam.

Coraz bardziej dociera do mnie, że mimo bezsilności i bólu, trzeba zebrać dupsko ze środka życiowej drogi. Otrzepać się, wyciągnąć wnioski i iść dalej.
– Nie mam siły na nic! – buntuje się płaczliwa dziewczynka, w której łzy wezbrały już niemal do poziomu przelania przez oczy. – Nic nie ma sensu! Nikt mnie nie kocha! Nic się nie uda!
Wraca pamięć – przecież to jej główne, życiowe hasła. Ta mała każe mi – dorosłej babie – ryczeć, jak dziecko. Autodestrukcyjna otacza ją ramieniem:
– Chodź, zabawimy się. Sprawię, że nie będziesz już tak cierpieć – po czym przeklina życie i ciągnie ją w przepaść.
Chciałoby się poddać, krzycząc:
– Nie mam już sił!
Ale gdzieś tam w środku majaczy myśl, że trzeba żyć aż do śmierci. I jak najlepiej wykorzystać ten czas…

405 Total Views 5 Views Today

4 komentarzy “377 – terapia borderline: wytrwałość w cierpieniu”

  1. Schizofrenik napisał(a):

    Ciekawie piszesz. Ciekawy blog.
    Zapraszam też do mnie, jeśli znajdziesz czas.
    Pozdrawiam Cię serdecznie. 🙂

  2. Prince Of Pain napisał(a):

    Również chodzę na terapię i wiem jak wiele trudu kosztuje samo to, aby znaleźć się w gabinecie, nie wspominając o całej reszcie….
    Będę wpadał tu częściej!
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.