380 – rozpisanie

No dobra. Sprawa wygląda tak: Postanowiłam wstać.
Dość mam leżenia i kwękania, jak mi źle. Takie wylegiwanie się na dłuższą metę męczy, a i odleżyn można się nabawić. Znam tylko jeden sposób na powrót do życia: pisanie.
Plik „Majki” otwarty. I co? No właśnie jedno, wielkie gówno. Przewijam strony w górę i w dół. Zawieszam wzrok na losowych zdaniach. Nie mam weny. Wiem, jak ma wyglądać najbliższa przyszłość bohaterów. Kto, co będzie robił, co się stanie. Ale żeby ubrać to w rozdziały? Nie… mowy nie ma. Może rozpiszę się przy tym wpisie? A może… może nie.

Znęcałam się fizycznie i psychicznie nad biednym Andrzejem. To taki mój książkowy worek treningowy: daje upust złości i skłonności sadystycznych, jak to ujął terapeuta. Majkę ubierałam w lęki i jej żałowałam. A teraz mam do nich obojętny stosunek.

Dobra, Mrówczyńska. Jeszcze raz. Pisz, pisz, pisz!

Mijają trzy lata odkąd zaczęłam przygodę z pisarstwem. Spłodziłam trzy książki. Teraz chcę iść dalej. Rozsmakować się w beletrystyce. Dziewiętnaście stron „Majki” zachęca do dalszej pracy. Ale mózg odmawia posłuszeństwa. Głupi mózg.

208 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.