381 – mozolnie, ale pod górę

Wczorajsza próba spektakularnego wejścia w rejony położone wyżej wyszła połowicznie.
Pisanie „Majki” – było. Marne 664 wyrazy, 4238 znaków wątpliwej jakości, dyskusyjnej treści, która po przemyśleniu zdaje się pasować do całej historii, jak pięść do nosa. Ale nie, nie będę się wściekać na siebie. Już jakiś czas temu powiedziałam sobie:
– Mrówczyńska, lepiej napisać rozdział, który się potem skasuje, niż nie napisać nic.
Hmm, chyba dobre postanowienie?
Nie oczekuję od siebie gwałtownej poprawy nastroju. A raczej konsekwentnej pracy, mozolnego wspinania się pod górę. Powoli. Krok po kroku. Noga za nogą. Wzrok jeszcze odwraca się w stronę łóżka:
– Pierdol to! Nic nie ma sensu. Połóż się do wyra i czekaj na śmierć.
– Aaa weź zamknij się! – odkrzykuję w myślach cholernemu schematowi.
Nic się nie chce. Sensu nie widać. Ale wiem, że to się zmieni. Wkrótce się to może zmienić. Tylko wytrwać w postanowieniach. Nie dać się zgnoić samej sobie.

Siły Wam wszystkim życzę.

279 Total Views 1 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.