383 – dupny dzień

Co za z dupy dzień. Nigdy nie lubiłam niedziel, ale ta przeszła samą siebie.
Trochę ponad cztery godziny snu. Wstałam skoro świt, bo sen najwyraźniej się na mnie obraził.
Siadłam przed kompem i co? Ano właśnie nic. No, prawie. Poprawiłam zaczęty ostatnio rozdział „Majki”. Zmieniłam wydarzenia i nabrało to sensu. Jednak, gdy zaczęłam opisywać morderstwo ojca pewnego młodego redaktora, straciłam wenę, poczucie sensu, a i skupienie odeszło w niepamięć. Dobrą godzinę gapiłam się w monitor, nie wiedząc, co zrobić.
Potem było już tylko gorzej. Mdłości, zawroty głowy, osłabienie. Przez ostatnie psychiczne i emocjonalne jazdy oraz powrót do fluoksetyny, spóźnia mi się okres. Brzuch boli, emocje szaleją. Łzy pojawiają się znikąd. Ehh.
Popołudnie przespałam.
Myśli nie mają litości dla mojego postanowienia. Ściągają w dół i gnoją – emocjonalni wywrotowcy.

243 Total Views 2 Views Today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.