Monthly Archives: Luty 2017

406 – na marudzeniu świat stoi

Weszłam tu z zamiarem marudzenia. Użalania się nad swoim marnym losem. Problem był tylko w tym, że nie potrafiłam napisać kilku zdań. Skąd ten nastrój? Dlaczego? A dlaczego nie?
Zaczęło się dobrze. Może nawet zbyt dobrze, jak na mnie. Pobudka o siódmej. Zwarta i gotowa do życia. Kawa przy odpisywaniu na e-maile, aktualizacja strony, wstawianie recenzji. Jeszcze jeden rzut oka na recenzję… Tak! To będzie dobry dzień! Uśmiech od ucha do ucha i eksplozja sił witalnych.
Do terapeuty szłam z dużym zapałem. O tylu sprawach chciałam mu opowiedzieć! I co?
– Pojawiła się recenzja.
– Z pani nastroju wnioskuję, że dobra?
Ale to przecież byłoby za piękne. Gdybym prowadziła normalną rozmowę, chyba bym umarła, prawda? Rozpadła się na kawałki i zaprzeczyła swojemu jestestwu.
– Coraz częściej mam wrażenie, że ja nie żyję w rzeczywistości. Żyję w swoim własnym świecie, a do rzeczywistości wchodzę tylko czasem, na chwilę.
– Problemem jest to, że pani jest dobrze w tym swoim świecie.
Otóż to. Chowam się w nim. Uciekam.
Od słowa do słowa, od myśli do myśli i ku mojemu zdziwieniu pojawiły się zaczątki „myślenia na głos” – stanu, do którego w terapii dążę.
Dzień mijał dość gładko. Do czasu. Wymyśliłam sobie zabranie się do „Terapii u Doktorka” na sam wieczór. Po napisaniu jakichś dziesięciu zdań zrezygnowana zamknęłam plik.
– Przecież ja nie umiem. Przecież już nigdy niczego nie napiszę!
Przecież. Przecież trzeba było sobie czymś zepsuć nastrój. Udowodnić sobie, że dobrze być nie może. Malkontenctwo górą! Świat marudzeniem stoi!

A właśnie, że nie. Nie dam sobie tej satysfakcji i narzekać nie będę. Ups… Czyżbym już to zrobiła?

405 – przedpremierowa recenzja „Borderline: Autoterapia…”

Premiera w pierwszej połowie marca, ale już dziś mam dla Was przedpremierową recenzję!

Mgr Anna Gołębiowska
psycholog/psychoterapeuta

RECENZJA: „Borderline: Autoterapia czyli o sprawach poważnych z solidną dawką autoironii” Anka Mrówczyńska

Zgodnie z definicją, borderline to rodzaj zaburzenia osobowości, charakteryzujący się między innymi silną niestabilnością w zakresie kontroli emocji, impulsów, myśli oraz postrzegania siebie i relacji społecznych. Książka „Borderline: Autoterapia czyli o sprawach poważnych z solidną dawką autoironii” opowiada z dystansu ekscytującą i ciekawą, ale też trudną podróż przez świat wewnętrznych przeżyć osoby cierpiącej na ten rodzaj zaburzeń osobowości. Kiedy zostałam poproszona o jej recenzję, nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Sam tytuł wskazywał, że będzie to opowieść oparta na własnym doświadczeniu. Okazało się, że jest to książka napisana w formie dynamicznie rozwijającego się dogłębnego dialogu wewnętrznego różnych części siebie. Na początku lektury, może się wydawać, że w książce występują trzy bohaterki: Anka Mrówczyńska, psycholog i ktoś pełniący funkcję narratora, jak się okazuje sama autorka. Tak naprawdę, te trzy postacie okazują się być jedną i tą samą osobą, autorką tej książki. Za pomocą takiego sposobu wyrazu, możemy z różnych perspektyw obserwować sposób przeżywania i radzenia sobie z trudnościami i licznymi konfliktami. Momentami wprowadza to nieco chaosu, ale jednocześnie wiarygodnie oddaje jak wygląda świat przeżyć osoby z borderline. Taka forma oraz używany przez autorkę język sprawiają jednocześnie, że książkę czyta się szybko, choć nie zawsze miło i przyjemnie z uwagi na opisywane w ten sposób cierpienie i trudne emocje. Anka Mrówczyńska, pokazała na własnym przykładzie jak wygląda wewnętrzny świat osoby cierpiącej na to zaburzenie. W kolejnych rozdziałach odnosi się do różnych aspektów swojej osobowości, skupiając się na dokładnym i często poruszającym opisie przeżywanych przez nią emocji, odbierania swojego poczucia wartości, funkcjonowania w relacjach z bliskimi oraz z innymi ludźmi. Porusza też trudne tematy dotyczące swoich zachowań ryzykownych, autoagresywnych oraz myśli samobójczych. Każdy omawiany przez nią obszar ukazuje jak skrajny, dynamiczny, impulsywny i zmienny bywa świat osoby z osobowością borderline. Pokazuje też ile trudu i własnej pracy nad sobą wymaga porządkowanie, integracja oraz próba odnalezienia się w świecie.

Autorka z dużą otwartością i szczerością dzieli się w książce swoimi najskrytszymi dylematami, konfliktami, trudnościami, niejednokrotnie też wypowiadając się na swój temat bardzo nieprzyjemnie, wręcz wulgarnie i obraźliwie. W poszczególnych rozdziałach sięga do swojej przeszłości, historii rodzinnej, swoich relacji z rodzicami i światem zewnętrznym, który czasem okazuje się być dla niej czymś pomocnym, a czasem jest źródłem lęku i cierpienia. Przede wszystkim jednak książka jest o relacji samej ze sobą, walce wewnętrznej pomiędzy czasami bardzo sprzecznymi dążeniami, o zmaganiu się z myślami na swój temat. Autorka, poprzez stawianie siebie w krzyżowym ogniu pytań i analiz, podejmuje próbę rozmowy samej ze sobą, próbę radzenia sobie z własną emocjonalnością, z życiem oraz jego przeciwnościami, które okazują się tkwić w psychice. Sposób, w jaki zdecydowała się odsłonić siebie, czyni tę książkę wartościowym i wiarygodnym studium przypadku. Czytając ją, niejednokrotnie można odnieść wrażenie, że jest się na kolejce górskiej, gdzie wszystko dzieje się szybko, intensywnie i bardzo ekspresyjnie. Na kolejce, gdzie zamiast wagoników są różnorodne doświadczenia, myśli i emocje.

Choć książka ta, z pewnością nie jest podręcznikiem teoretyczno – praktycznym, to jednak opis własnego doświadczenia, okazuje się być wystarczającym, aby w sposób dogłębny ukazać dylematy i przeżycia emocjonalne osób z diagnozą zaburzeń osobowości typu borderline. Moim zdaniem książka, może stanowić świetne uzupełnienie wiedzy zdobywanej na studiach lub w podręcznikach specjalistycznych. Dla praktyka jest odzwierciedleniem objawów i trudności, obserwowanych i zgłaszanych często przez pacjentów, choć oczywiście nie oddaje w całości kontaktu z taką osobą, na który możemy liczyć, podczas procesu leczenia/psychoterapii. Publikacja jest godna polecenia dla zwykłego czytelnika zainteresowanego tą tematyką, ale też może być źródłem wiedzy dla studentów medycyny, psychologii, czy też specjalistów pracujących z tym zaburzeniem. Lektura, może okazać się też pomocna dla bliskich osób z taką diagnozą, którzy potrzebują zrozumieć istotę i znaczenie różnych objawów i zachowań charakterystycznych dla borderline, które często bywają niezrozumiałe i niejasne dla najbliższego otoczenia.

404 – w końcu wzejdzie słońce, opromieni

Chciałoby się uciec, zrezygnować, poddać. To prawda. Czasem już pierwszy, decyzyjny krok się wykona. Jak wczoraj.
Ale nagle czegoś żal. Zbliża się wiosna. Znów wyjdzie słońce, opromieni smutek. Wypali cierpienie. Napełni wnętrze siłą natury, jej pędem mu wzrostowi.
Kubek czarnej kawy na balkonie. Gdy promienie słońca łaskoczą w oczy. Nozdrza wypełnia pijany zapach wiosny. Rozkwitnie nadzieja wraz z płatkami kwiatów, które tak łapczywie fotografuję.
Znów będzie chciało się żyć. Znów przepełni młodoboska siła. I zrzuci się pętlę z szyi. I wiosnę przywita.

Wytrwać. Jeszcze trochę. Bez zbędnych, impulsywnych decyzji. Jeszcze chwilę…

403 – bolesne przypomnienie

Już zdążyłam zapomnieć, jak to jest, gdy…
Gardło się ściska, jak pętla zaciska objęcia. Wewnętrzne podnoszenie ręki na siebie. Bez siły, by zamiar ten urzeczywistnić. Jak płacze skóra, gdy z oczu łzy nie chcą lecieć. Jak może brakować tego bólu, którego nie zaznałam od miesiąca.
Jak wszystko traci sens. I myśl tylko jedna wypełnia całą pustą przestrzeń:
– Uciec!
Ucieczka przed życiem,świadomością, emocjami, tym palącym bólem.
Uciec…

402 – do genialnych pomysłów muszę dojrzeć

– Podjęłam decyzję. Będę pisać od nowa.
– Którą książkę?
– „Terapię u Doktorka”.
– A czemu?
– Bo ja wiem… Same dialogi. Część z nich przerobię na opisy, dodam komentarze.
– A co ja ci mówiłem od początku?
– Oj cicho, no. Ja po prostu muszę dojrzeć do twoich doskonałych pomysłów.
Tak, tak. Mrówek odwodził mnie od tej formy książki. Ale ja się uparłam.
– Jestem artystką! Taką mam wizję!
Tyle, że ten ośli upór prędzej czy później odpuszcza, a ja muszę robić wszystko od początku. Przynajmniej ćwiczę warsztat, hehe.
Mam nadzieję, że nie potrwa to długo. Tylko trzeba się za to zabrać.

Póki co, czekamy na „Autoterapię”!

400 – tak czy nie tak?

Miałam w planach wydać „Terapię u Doktorka” w okolicach wakacji. Jednak coraz poważniej zastanawiam się nad sposobem napisania tej książki. Po jej ukończeniu byłam zadowolona. Teraz mam wątpliwości. Same dialogi – uwielbiam pisać dialogi, ale czy to nie przesada? Już „Autoterapia” jest jedną, wielką rozmową. Bez opisów.
Mam dylemat. Może napisać ją jeszcze raz, od nowa?

399 – osadzenie w rzeczywistości

– Co, oni poszaleli? – zaśmiałam się kilka dni temu.
Mrówek spojrzał na mnie pytająco.
– Reklamują Tłusty Czwartek – wskazałam plakat w witrynie sklepowej. – Przecież to nie przed tymi świętami!
– A przed którymi?
– No przecież przed Wielkanocą!
Mrówek się zaśmiał. Dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie, że to wcale nie Boże Narodzenie się zbliża.
Nie ma to, jak być dobrze osadzonym w rzeczywistości.

398 – kwestia skupienia

Mogłabym skupiać się na tym, jak mi źle i jak bardzo cierpię. Mogłabym, a nawet tak bym zrobiła – jak do tej pory. Tylko, co to da? Dobije, zgnoi, pogrąży, odbierze siły.
Przeprowadzam na sobie eksperyment o roboczej nazwie „Skup się na tym, co dobre”. Co prawda nie mogę zmienić stanu rzeczy, ale mogę zmienić sposób jego interpretowania.

Tak więc skupiam się na tym, że dziś dostałam do akceptacji skład e-booka. A co za tym idzie, jego premiera nastąpi szybciej. Skupiam się na tym, że przed trzydziestką zostałam autorką dwóch wydanych książek i trzeciej, czekajacej w kolejce. I próbuję nie odczuwać lęku związanego z premierą. I pierwszymi recenzjami. Próbuję…

397 – terapia borderline: paszoł mi z tą pętlą!

– A pierdolę to, ściągam pętlę z szyi młodego boga. Idzie wiosna i czas zacząć żyć!

– Dawno nie widziałem pani w tak dobrym nastroju na sesji.
Cóż, może to troszkę zasługa Lorafenu. Obudził mnie rano taki koszmar, że cała byłam mokra i roztrzęsiona. Nie umiałam dojść do siebie. Biorąc pod uwagę nastrój ostatniego czasu, zadziałałam profilaktycznie. 1mg lorazepamu wprowadził spokój i jasne myślenie.
Na sesji cały czas mówiłam. Wiadomo, nie trajkotałam, jak katarynka (ja nie z tych kobiet), ale nie było dłuższego milczenia.

Pojawił się jakiś nieznaczny optymizm, choć czuję jego ulotność. Na siłę odwracam głowę w jego kierunku.
Jest lęk i stres przed wydaniem „Autoterapii”, tak samo było z „Psychiatrykiem”.
– Pani tego lęku chyba nigdy się nie pozbędzie, prawda?
– Chyba tak.
– Zawsze oczekuje pani najgorszego.
Jak to mówią, ten typ tak ma. Lepiej przyjemnie się zaskoczyć, niż rozczarować.
Do tego zbliżające się wielkimi krokami pierwsze, przedpremierowe recenzje. Trema. Trema nad tremami!
– A czego się pani obawia? Że książka zostanie źle przyjęta?
– Najbardziej chyba tego, że zostanie zakwestionowany jej sens.
– Że nie było sensu, żeby pani ją napisała?
No właśnie, dokładnie tak. Cokolwiek bym nie zrobiła i jakbym dumna z siebie nie była, po chwili zaczynam kwestionować sens tego działania.

Rozmawialiśmy też chwilę o „Majce”. Terapeuta podsunął mi świetny pomysł na delikatne zamieszanie w relacjach bohaterów. Dzięki, panie M.

I tak oto, z nową siłą i wiarą powracam do Was. No i z nadzieją, że takie przestoje już się nie będą powtarzać.