404 – w końcu wzejdzie słońce, opromieni

Chciałoby się uciec, zrezygnować, poddać. To prawda. Czasem już pierwszy, decyzyjny krok się wykona. Jak wczoraj.
Ale nagle czegoś żal. Zbliża się wiosna. Znów wyjdzie słońce, opromieni smutek. Wypali cierpienie. Napełni wnętrze siłą natury, jej pędem mu wzrostowi.
Kubek czarnej kawy na balkonie. Gdy promienie słońca łaskoczą w oczy. Nozdrza wypełnia pijany zapach wiosny. Rozkwitnie nadzieja wraz z płatkami kwiatów, które tak łapczywie fotografuję.
Znów będzie chciało się żyć. Znów przepełni młodoboska siła. I zrzuci się pętlę z szyi. I wiosnę przywita.

Wytrwać. Jeszcze trochę. Bez zbędnych, impulsywnych decyzji. Jeszcze chwilę…

373 Total Views 1 Views Today

8 komentarzy “404 – w końcu wzejdzie słońce, opromieni”

  1. woodkid napisał(a):

    w pełni się łączę z Tobą,
    walczę z moimi myślami, emocjami.mimo, że mają nade mną przewagę.. ciągle tli się jakiś malutki płomyk nadziei.Co prawda z każdym dniem tli się coraz mniej, ale staram się utrzymać go jak tylko mogę 🙂

    • Anka Mrówczyńska napisał(a):

      I bardzo dobrze robisz! Nigdy nie wiadomo, kiedy ta iskierka rozpali duże ognisko. A może się to stać w każdej chwili, choćby wcześniej nic na to nie wskazywało.
      Nie daj się!

      • woodkid napisał(a):

        z jednej strony zdaję sobie sprawę, ale z drugiej strony koszmarnie idzie mi walka o utrzymanie tej postawy..późniejszym wieczorem chciałam już zrezygnować i zanegować mój wcześniejszy komentarz ;p
        Ty też się nie daj Mrówka!

        • Anka Mrówczyńska napisał(a):

          Jakbym czytała o sobie. W jednej chwili wiara, nadzieja, chęć zmian, a w drugiej płacz, poczucie bezsensu i negowanie wszystkiego. Świadomość, że to objawy zaburzenia niby nie pomaga, ale każe choć próbować z tym walczyć.

  2. Veronica napisał(a):

    Pieprzony domek z kart również stawiam już enty raz, a wiaterek ciągle wieje i kładzie wszystko. I od nowa podnoszę się tracąc już rachubę ile razy było porażek. Ważne, że jeszcze mam siłę próbować unieść najpierw głowę, a potem kolejne to członki mego ciała.
    Ja naprawdę nie szukam sobie rozrywek bo zbyt mi nudno i musi się coś dziać, choć sporo ludzi tak właśnie to interpretuje, to zachowanie. Jak bardzo bym chciała wierzyć w siebie i nie mieć poczucia, że nagle to dochodzę do wniosku, że do niczego się nie nadaję. Móc ocenić realnie swoje możliwości. A tak to jak listek na wietrze.

    • mrówka napisał(a):

      chyba wszystkie stawiamy swoje domki wciąż od nowa, już nawet nie licząc, który to raz
      najważniejsze, żeby się nie poddawać, a w końcu uda się postawić taki, o solidnych fundamentach

  3. Angel26 napisał(a):

    Ja dziś po prostu „jestem tu i teraz”.
    Gapiłam się przez okno i zwyczajnie byłam.
    Co w uczuciach? Nic.
    Zadnych fantazji.
    Wyciągałam dłoń i łapałam światło. Piłam kawę. Obżerałam się. Paliłam. Obserwowałam kurz. Patrzyłam.
    Myślałam o niczym.
    Jutro znow będę tu i teraz. Tylko tam i wtedy 🙂
    Pachnie wiosną…aż się nie chce umierać 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.